Bezdomny

Był mroźny, grudniowy poranek.
Ksiądz, szedł do szkoły na katechezę.
Idąc przez park minął człowieka w obdartych ubraniach, trzęsącego się z zimna.
"kolejny pijak" - pomyślał. Poszedł dalej. Gdy wracał wieczorem, na ławce leżał bezwładnie ten sam człowiek. "Zapił się totalnie" - pomyślał.
Następnego dnia, przyszła do niego parafianka, a było to w niedziele, po mszy.
Była oburzona i jednocześnie strasznie smutna.
-Proszę księdza. - zaczęła - Mój sąsiad stracił prace, wyrzucili go z mieszkania... Nie widziałam go przez tydzień... odkąd zabrał to co miał i poszedł szukać jakiegoś schronienia... miał się zalokować u rodziny... ale teraz wiem, że go nie przyjęli.
-Cóż się z nim stało?- pytał ksiądz
-znaleźli go dziś rano na ławce w parku, skulonego. Umarł z wyziębienia... Ja naprawdę nie wiedziałam, że go nie przyjęli! Pomogłabym mu...
Nie rozumiem, jak tak można. Przecież musiał go ktoś widzieć! W taki mróz, nawet psa się bierze z ulicy...


Pozory mylą. A dobroć jest ważniejsza od mądrości, zrozumienie tej prawdy, to owej mądrości początek.
/podziękowanai za tekst dla Marchewy (Oli)