Bóg obrócił zło na dobro
"Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł"
Rzymian 5,8
Daję ci ostatnią
szansę, synu. Musisz jeszcze raz spróbować leczenia odwykowego, a potem
definitywnie skończyć z piciem. Zastanów się, co zrobiłeś ze swoim życiem.
Mogłeś być cenionym i szanowanym artystą, a ty ...
" - powiedział z rezygnacją ojciec. "Masz
rację tato, spróbuję jeszcze raz"- przyrzekłem ojcu.
To postanowienie zrealizowałem. Otrzymawszy skierowanie na leczenie udałem się
do Ośrodka Odwykowego w Gorzycach. W Jastrzębiu musiałem się przesiąść i
czekać na dalsze połączenie pół godziny, pomyślałem więc, że mogę w tym czasie
po raz ostatni, przed rozpoczęciem leczenia, napić się alkoholu. Zwróciłem się
więc do nieznajomego mężczyzny z prośbą o wskazanie najbliższej restauracji
oraz zaproponowałem mu, że napijemy się wspólnie. Nieznajomy, jak zauważyłem,
drżał z przepicia, a ponadto okazało się, że był bez grosza - chętnie przystał
więc na moją propozycję poczęstunku. Po dwóch piwach odezwało się we mnie
przemożne pragnienie, wręcz przymus picia. Kupiłem więc pół litra wódki, którą
wypiliśmy razem w pobliskim parku. Niebawem dołączyło do nas trzech
nieznajomych, przynosząc ze sobą następną butelkę. Wypiłem z niej tylko jeden
kieliszek i straciłem przytomność. Okazało się, że do alkoholu dodano jakiś
środek, aby mnie uśpić. Gdy po paru godzinach obudziłem się, okazało się, że
leżę w dziecięcej piaskownicy przykryty starą tekturą, w samych slipkach i
skarpetach. Mój bagaż, dokumenty, pozostała odzież oraz pieniądze zostały
skradzione.
W półmroku dostrzegłem kilkuletniego chłopca przejeżdżającego na rowerze,
którego poprosiłem o zawiadomienie policji. Potrzebowałem jej pomocy, gdyż
byłem bez pieniędzy i ubrania, w obcym mieście. Dowieziono mnie do Ośrodka
Odwykowego w Gorzycach w stanie skrajnego wyczerpania fizycznego i
psychicznego. Tam w pierwszej kolejności poddano mój organizm odtruciu. Po
paru dniach, gdy poczułem się lepiej, rozpocząłem analizować minione 18 lat
mojego życia w uzależnieniu. Nie miałem żadnej chęci do życia.
Po jakimś czasie, gdy byłem już w stanie samodzielnie chodzić, udałem się wraz
z kolegą z sali na chrześcijański program wieczorny prowadzony w naszym
Ośrodku Odwykowym przez Misję wspierając wysiłki na rzecz trzeźwości. Siedząc
i słuchając relacji alkoholików, jak zmagali się z nałogiem i jak Bóg pomógł
im wyjść z tego uzależnienia - rozmyślałem równocześnie nad swoim życiem, nad
swoją przeszłością. Wszystko widziałem bardziej wyraźnie. Jeszcze raz
zobaczyłem, co mogłem osiągnąć w życiu i jak wiele szans zmarnowałem.
Z domu rodzinnego wyniosłem bardzo miłe wspomnienia, panowała tam bowiem
atmosfera miłości i wzajemnego szacunku. Nigdy niczego mi nie brakowało. Byłem
szczękliwy.
Z alkoholem po raz pierwszy zetknąłem się w drugiej klasie szkoły średniej.
Piłem wraz z kolegami najtańsze wina, aby dodać sobie odwagi lub poprawić
humor. Tak zacząłem przyzwyczajać się do picia.
Po ukończeniu szkoły średniej rozpocząłem pracę, a niebawem też udało mi się
zakwalifikować do występów na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej "Kołobrzeg 77".
Mój występ był na tyle interesujący, że wkrótce otrzymałem propozycję pracy w
Estradzie Lubelskiej, która przyjąłem bez wahania. Pragnąłem samodzielnego,
nie poddanego niczyjej kontroli życia. Teraz nareszcie będę wolny! - myślałem.
Początki pracy w Estradzie były bardzo pomyślne, jednak z każdym miesiącem
pogłębiała się u mnie skłonność do alkoholu. Jednakże udało się moim bliskim
zachęcić mnie do składania egzaminów na wyższe studia muzyczne w Warszawie.
Zdałem i wraz z dwoma studentami otrzymałem stypendium z Ministerstwa Kultury
na studia muzyczne w Sofii, w Bułgarii.
Radość w domu była z tego powodu ogromna - tak jakby otworzyły się nam bramy
do raju. Wyjechałem więc do Sofii po dwóch miesiącach przygotowawczego kursu
językowego i rozpocząłem studia na wydziale wokalno-aktorskim o kierunku -
śpiew operowy.
Pedagog pod kierunkiem którego studiowałem, przepowiadał mi wielką karierę
wokalną. Ja
jednak lekceważyłem swoje szansę. Wciągało mnie wesołe życie studenckie, a
wysokie stypendium pozwalało mi na cowieczorne szaleństwa, mocno zakrapiane
alkoholem. Następnego dnia czułem się źle i niejednokrotnie opuszczałem
zajęcia na uczelni. Efekt był taki, że wprawdzie ukończyłem wszystkie
semestry, lecz dyplomu ukończenia studiów nie uzyskałem.
W międzyczasie zdążyłem założyć rodzinę. Po powrocie do kraju zamieszkałem z
żoną w Warszawie. Miałem szansę zaangażowania się do operetki lub Filharmonii
Narodowej, jednak robiłem wszystko, aby wrócić do pracy w Estradzie
Lubelskiej. W końcu dopiąłem swego, pomimo protestów i próśb żony i całej
mojej rodziny. To też było przyczyną poważnego rozdźwięku w naszym
małżeństwie, aż w końcu żona wniosła sprawę o rozwód, który uzyskaliśmy z
łatwości, za obopólną zgodą.
Powrót do pracy w Estradzie był początkiem najgorszego etapu mojego życia.
Wysokie zarobki pozwalały na codzienne, bezsensowne upijanie się. W efekcie
takiego nadużywania alkoholu już po roku miałem tak zniszczone struny głosowe,
że nie mogłem dłużej występować jako wokalista. Zwolniono mnie z pracy. Przez
jakiś czas zajmowałem się jeszcze organizowaniem imprez artystycznych i
kolportażem biletów, jednakże po roku straciłem i tę pracę, i byłem zmuszony
wrócić do domu. Matka zmarła, gdy jeszcze pracowałem w Estradzie.
Ojciec przyjął mnie z otwartymi ramionami, mimo tego, że wiedział jakie życie
prowadziłem. Byłem już alkoholikiem całkowicie uzależnionym. Codziennie
musiałem napić się alkoholu, a ponieważ mój nałóg utrudniał mi znalezienie
pracy, zacząłem wynosić z domu i sprzedawać co cenniejsze rzeczy. Gdy ojciec
się zorientował, postawił mi ultimatum: leczenie odwykowe lub opuszczenie
domu. Wybrałem leczenie. W ten sposób znalazłem się po raz pierwszy w Ośrodku
Odwykowym, z którego po trzech tygodniach zostałem wyrzucony za
nieregulaminowe zachowanie. Wróciłem więc do domu oznajmiając, że jestem już
wyleczony. Czyny mówiły jednak za siebie. Ojciec wyrzucił mnie z domu.
Zamieszkałem u kolegi,
również alkoholika. Był to kolejny etap w moim staczania się w dół.
Zobojętniałem na wszystko, ogarnęło mnie ogromne zwątpienie i pustka. Nie
zwracałem uwagi na swój wygląd, na higienę osobistą, bez środków do życia
wegetowałem tak przez trzy miesiące. Któregoś dnia zostałem odwieziony do
szpitala, gdzie odtruto mój organizm z alkoholu, po czym mogłem znów wrócić do
domu za zgodą ojca.
Przez parę tygodni udało mi się zachować trzeźwość, lecz w końcu nałóg
zwyciężył. Bardzo szybko zdecydowałem się na ponowne leczenie odwykowe,
świadomy faktu, że o własnych siłach nie jestem w stanie uwolnić się z nałogu.
W ten sposób znalazłem się w Ośrodku Odwykowym w Górzycach, gdzie pewnego dnia
udałem się wraz z kolega z sali na chrześcijański program wieczorny - o czym
na wstępie wspomniałem. Siedziałem więc, słuchałem pieśni świadectw ludzi,
którzy z Bożą pomocą zostali już wyrwani z tego strasznego uzależnienia, jakim
jest alkoholizm. Byłem poruszony do głębi. Analizując swoje życie dostrzegłem
iskierkę nadziei! Uwierzyłem, że Jezus Chrystus może mi pomóc i zdecydowałem
się poprosić Go o to. Płakałem, przepraszając Boga za moją przeszłość, za moje
dotychczasowe życie.
Po zakończeniu spotkania długo jeszcze myślałem o tym, co się wydarzyło w moim
życiu. Czułem jak w miejsce przygniatającego mnie ciężaru przeszłości, w moje
serce wstępuje Boży pokój i radość. Następnego ranka obudziłem się jako
zupełnie inny człowiek! Narodziłem się na nowo, czułem się zaakceptowany przez
Boga jako Jego syn. W przypływie radości chciało mi się śpiewać. Ale czy
potrafię, przecież przez moją lekkomyślność straciłem głos pomyślałem z żalem.
Podczas następnego spotkania z Misją poproszono mnie o zaśpiewanie pieśni.
Miałem ogromną tremę. Stało się jednak Coś niesamowitego chociaż nie śpiewałem
już od dłuższego czasu mój głos zabrzmiał jak za dawnych dobrych lat!
śpiewałem te przejmujące słowa: "O Boże, o Boże, Panie mój, nie pamiętaj, że
czasem było źle...!" Bóg przywrócił mi głos w cudowny sposób, abym mógł odtąd
wykorzystywać ten talent w Jego służbie.
Po ukończeniu leczenia powróciłem do domu jako całkowicie odmieniony człowiek.
Ludzie, znający mnie do tej pory, nie mogli się nadziwić zmianom w moim
postępowaniu. Przeprosiłem ojca, rodzinę wszystkich innych ludzi, których w
jakikolwiek sposób skrzywdziłem moim dotychczasowym postępowaniem. Ojciec
początkowo niedowierzał tym zmianom, ale z biegiem czasu utwierdzał się w
przekonaniu że Bóg mnie rzeczywiście zmienił. Cieszył się więc z odzyskanego
"marnotrawnego syna".
Na mojej nowej drodze nie jestem sam. Mam wielu przyjaciół, którzy podobnie
jak ja zostali uratowani z nałogu przez Pana Jezusa. Teraz wspólnie kroczymy
Boża drogą, starając się pomagać tym, którzy jeszcze tkwią w nałogu. Podziwiam
ogrom Bożej miłości, która dała mi szansę rozpocząć życie od nowa. Gdybym
wykorzystał szansę którą utraciłem, byłbym dziś prawdopodobnie sławnym
śpiewakiem operowym lub piosenkarzem, lecz czy szukałbym Boga? Bóg jednak
nawet nasze grzechy i upadki potrafi obrócić na nasze dobro. Za to jestem
wdzięczny mojemu Bogu i pragnę Go uwielbiać.
Bogdan Pieczyrak
Jeśli pragniesz
pogłębić swoje wiadomości o życiu duchowym I poznać bliżej życie w
społeczności z Bogiem, możesz otrzymać Nowy testament lub inną literaturę
chrześcijańską.
Zapraszamy także do wzięcia udziału w korespondencyjnym kursie biblijnym pt.
"Podstawy Wiary" Bliższe informacje możesz uzyskać pisząc na adres:
Misja Krajowa Skr. pocz. 6 43-400 CIESZYN
Możliwość osobistego lub korespondencyjnego kontaktu.
Oryginał jest na http://free.polbox.pl/r/repucha/