Byłem na księżycu
Przez kilkanaście dni przebywał w Atenach na zaproszenie Apostolskiego Kościoła
Chrystusa znany na całym świecie kosmonauta Charles M. Duke wraz ze swoja żoną.
Pobyt ten obfitował w publiczne spotkania i kontakty ze środkami masowego
przekazu. Charles Duke przemawiał: w Kościele i w Ambasadzie Amerykańskiej, w
Akademii Lotnictwa i w Planetarium Ateńskim, brał udział w konferencji prasowej,
udzielał wywiadów. Wizyta państwa Duke jest czymś szczególnym dla wszystkich
tych, którzy mieli okazje zobaczyć w kinach film oparty na faktach, a mówiący o
statku kosmicznym i jego załodze wysłanej na Księżyc w celu pobrania próbek z
tej tajemniczej kuli. Jednym z bohaterów pokazanej historii jest wspomniany
Charles Duke.
Chcielibyśmy poniżej przytoczyć jego wersje wydarzeń dotyczącą tej wyprawy jak
również i jego doświadczenia jakie przeszedł w życiu.
"Nastąpiła chwila wielkiego napięcia. Każda część mojego organizmu drżała wraz z
drganiami silników rakiety Saturn V. Po sześciu latach intensywnego szkolenia w
symulatorach "Apollo" piątej z kolei wyprawy człowieka na Księżyc, nie mogłem
się już doczekać kiedy będę w drodze. Trzech z nas to znaczy John Young, Ken
Mattingly i ja zostaliśmy przypięci do naszych foteli odliczając ostatnie
sekundy...5, 4, 3, 2, 1, start! Następnie byliśmy już w atmosferze. To był
początek jedenastu najbardziej ekscytujących dni mojego życia. Widok Ziemi z
odległości 29000 kilometrów był niesamowity-jak brylant-niebieskie oceany
pokryte bielą śnieżnych chmur, szare obszary kontynentów. Ten mały kryształowy
brylant - Ziemia był zawieszony w czarnej przestrzeni.
Chodziłem po Księżycu pełen podziwu i zadumy. Panowała tam przejmująca cisza i
napełniająca trwoga atmosfera. Krajobraz był przepiękny , pełen kraterów w
najrozmaitszych odcieniach szarości. Wyglądało to tak jakby dopiero stworzone,
czyste, nie zepsute ,nie tknięte... Byłem dumny, ze należałem do niewielu z tych
którzy mieli to właśnie przeżycie.
Ciągle nowe horyzonty
Moje życie było przeznaczone do sukcesu. Pilnie studiowałem i osiągnąłem dobre
wyniki w nauce. Ukończyłem Akademie Admiral Farragut w St.Petersburg na
Florydzie jako student wygłaszający mowę pożegnalna w imieniu kolegów,
otrzymałem tytuł bakalarze nauk z Akademii Marynarki Wojennej Stanów
Zjednoczonych. Z powodu nie ustającej choroby morskiej nie mogłem zostać
marynarzem, wiec przeniosłem się do Lotnictwa Wojskowego. Po przyjęciu zostałem
pilotem samolotu myśliwskiego. Będąc nastawiony na odnoszenie sukcesów
kierowałem swoje oczy na coraz to wyższe płaszczyzny. Po trzyletnim pobycie w
Niemczech powróciłem do Institute of Technology w Bostonie zdobywając tytuł
magistra w dziedzinie aeronautyki i astronautyki. W tym czasie spotkałem i
poślubiłem moja żonę Dotty.
Po przeanalizowaniu celu moich osiągnięć zrozumiałem, ze następnym krokiem aby
zostać pilotem i oficerem będzie dalsze szkolenie w lotnictwie. Złożyłem podanie
i zostałem przyjęty do Test Pilot School w Edwards Air Force Base w Kalifornii.
Wspinaczka w stronę upadku
Dwa lata później przeczytałem całostronicowe ogłoszenie w "Los Angeles Times"
informujące o planach nowego naboru do astronautyki. Pochłonięty radością z
możliwości jaka się otworzyła aby wspiąć się na kolejny szczebel w mojej
karierze, zgłosiłem się i w 1966 roku zostałem wybrany aby stać się astronauta
NASA. Przeprowadziliśmy się wiec do Houston. Moja nowa praca zaczęła przynosić
natychmiastowe sukcesy - moje nazwisko w gazetach, akceptacja środowiska,
zaproszenia na wspaniale przyjęcia. To co nazywam "stare ja" rosło i było coraz
większe. Polubiłem te nowa prace i wszystko co ona ze sobą niosła. Pracowałem
ciężko. Chciałem tylko ten najważniejszy lot - podroż na Księżyc. Następne lata
były poświecone na długie godziny pracy i pełne towarzyskie życie. Nie trzeba
chyba mówić, że ucierpiało na tym moje małżeństwo. Z mojej strony nie było czasu
ani zainteresowania ta dziedzina życia. W pewnym sensie moje małżeństwo i moją
rodzinę (mięliśmy wtedy dwóch synów )oddałem Dotty i ona zaczęła odczuwać
ciężary i samotność, które były skutkiem mojego postępowania. Po powrocie z
Księżyca małżeństwo nasze wcale nie ulęgło poprawie, Dotty wpadła w wielka
depresje aż do próby samobójstwa. Ona na pierwszym miejscu w swoim życiu
postawiła nasze wzajemne relacje i tu się zawiodła.
Po "Apollo 16" zaczęły przychodzić nuda i frustracje. Moja praca była nadal
najważniejszą sprawa w życiu; osiągnąłem swój cel - byłem na Księżycu ! Nagle
zaczęło pojawiać się w mojej głowie pytanie: "Co teraz zostało mi do zrobienia?"
Postanowiłem zmienić karierę wiec zostałem biznesmenem. Moim nowym celem stało
się zarobienie miliona dolarów. Przeprowadziliśmy się do miejscowości New
Braunfels w Teksasie, gdzie całkowicie oddałem się swojej nowej pracy
poświęcając jej długie godziny. Lecz dwa lata później uznałem, ze pracuje nie w
tym biznesie (odniosłem finansowy sukces), ale to nie było to. Sprzedałem swój
biznes i zacząłem szukać innego, będąc nieświadomy tego, ze powinienem raczej
sięgnąć do korzeni tego problemu, a nie szukać rozwiązań.
Niewygodne pytanie
Chociaż byłem już w przestworzach nie spotkałem Boga w mojej podróży na Księżyc.
A tak naprawdę to nie znalazłem go nawet w kościele. Jako człowiek chodzący do
kościoła w niedziele, czytałem Biblie lecz nie wierzyłem ani jednemu słowu. Moje
myśli dotyczące Jezusa? Wierzyłem, ze był wielkim nauczycielem jak Budda czy
Mahomet.
Po opuszczeniu NASA zauważyłem zmiany u Dotty i zacząłem się tym interesować.
Ona zaczęła mi opowiadać o tym, ze jej mod1itwy zostały wysłuchane i to co widzę
to pokój i cel w jej życiu, którego przedtem nie miała. Zaczęła mnie kochać i
akceptować inaczej.
Miesiąc po sprzedaniu biznesu, Dotty poprosiła mnie abym udał się z nią na
dwudniowe studium biblijne na ranczo niedaleko naszego domu. Rozpoczęliśmy od
księgi Rodzaju (Genesis) kierując się w stronę Apokalipsy. Usiadłem w fotelu z
filiżanką kawy w ręce i Biblia na kolanach. Nagle z moich oczu opadły "łuski".
Zobaczyłem po raz pierwszy , że Bóg kocha mnie Charlie Duka od momentu kiedy
stworzył świat; zobaczyłem jak daleko człowiek odszedł od Boga, który
ustawicznie przekazuje to samo przesłanie: "Nawróć się do mnie, a ja będę twoim
Bogiem i będę ci błogosławił".
Pismo Święte wskazywało mi Mesjasza, Jezusa jako jedyna drogę zbawienia. Po raz
pierwszy czytałem i rozumiałem Ewangelie Jana.
"Na początku było Słowo, a to Słowo było u Boga i Bogiem było ono Słowo... A
Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas i ujrzeliśmy Jego chwałę , chwałę
jaka ma Jednorodzony Syn, który pochodzi od Ojca pełen laski i prawdy". Czy to
może być prawdą? Nagle uświadomiłem sobie, ze zostałem skonfrontowany z
najważniejszym pytaniem jakie kiedykolwiek mi postawiono. W moim sercu Jezus
mówił "Co ty powiesz, kim ja jestem?". Jedyny wybór jaki mi pozostał to
powiedzieć, ze Jezus był albo jest Synem Boga albo wielkim kłamca. Kiedy wraz z
Dotty jechaliśmy samochodem do domu, spojrzałem na nią i powiedziałem:
"Kochanie, nie mam żądnej watp1iwosci co do tego, ze Jezus Chrystus jest Synem
Bożym.
I CHARLIE DUKE NARODZIŁ SIĘ NA NOWO.
Chodzenie z Nim na ziemi
Nie odczułem żadnego przeniesienia w wieczność, lecz na podstawie Bożego Słowa
wiedziałem, ze kiedy uwierzyłem, On wszedł do mojego serca. Od tego momentu
zacząłem pragnąć Bożego Słowa. Zacząłem się modlić: "Panie naucz mnie prawdy
zapisanej w Biblii; dopomóż mi kochać moja żonę. Chce być dobrym mężem i ojcem."
I ON to uczynił! Jezus wlał miłość, Swoja miłość w me serce. Jezus uzdrawia
nasze małżeństwo. Teraz Jezus znajduje się na pierwszym miejscu w naszym życiu i
im bliżej Jezusa jesteśmy, tym bliżej jesteśmy siebie.
W miarę upływu miesięcy pragnąłem poznawać Jezusa coraz lepiej. Pewnej nocy
obudziłem się i odniosłem wrażenie obecności Pana w moim pokoju. Ukląkłem i
oddałem Mu cale moje życie. Wtedy tez zostałem napełniony Duchem Świętym i
otrzymałem moc do tego aby innym opowiadać o Jezusie. Dotty i ja zaczęliśmy się
modlić o chorych i widzieliśmy jak Bóg dokonuje cudów; otwierał oczy niewidomym,
głuchym przywracał słuch , leczył z choroby raka i zmieniał życie ludzi. Nigdy
nie znalem tak radosnego i pełnego życia wypełnionego miłością, pokojem i mocą
Boża. W 1972 roku wraz z załogą "Apollo" przeżyłem fantastyczna przygodę. Kiedyś
mawiałem, ze choćbym żył 10000 lat to nigdy nie doznam przeżycia podobnego do
chodzenia po Księżycu. Lecz radość i satysfakcja tego wszystkiego nie da się
porównać z moim chodzeniem z Jezusem, które trwa już tyle lat.
Modle się o to abyś i ty drogi czytelniku dołączył do mnie w tym marszu w
wieczność. Stanie się to kiedy poprosisz Jezusa aby wszedł do twojego serca i
stal się Zbawicielem i Panem twojego życia.
Charles M.Duke
przedruk z magazynu chrześcijańskiego "Nowe Życie"- Grecja