Czy Całun Turyński to audentyczna szata pogrzebowa Jezusa

 

Całun Turyński

Całun Turyński, starożytne płótno lniane o wymiarach 14 stóp na 4 stopy został obwołany na całym świecie prawdziwą szarą grobową Jezusa. Wielu ludzi potwierdzało i potwierdza jego autentyczność. Papież Paweł VI ogłosił,, że Całun jest najważniejszą relikwią w historii chrześcijaństwa (U.S. Catholic, maj 1978, str. 48).
Obraz na płótnie jest uważany za prawdziwy wizerunek Jezusa Chrystusa i namacalny dowód Jego śmierci, pogrzebu i zmartwychwstania. Wielu nazwało go największą tajemnicą świata. Rzecznicy Całunu twierdzą, że obraz ten wytrzymuje analizy XX wieku i że jest po ludzku niemożliwy do odtworzenia czy powielenia.
Po obszernych badaniach odnosimy się do Całunu z wielkim sceptycyzmem. Wydaje się, że wiele badań Całunu wykonywano w świetle przyjętego przedtem przekonania o autentyczności tego płótna.
Istnieje wiele poważnych problemów towarzyszących twierdzeniu, że Całun jest autentyczny. Nie istnieje żadne historyczne świadectwo autentyczności, a nawet istnienia Całunu sprzed roku 1350. A. J. Otterrbein w "The New Catholic Encyclopedia" stwierdza:
"Niekompletna dokumentacja Całunu powoduje pewne obawy w przyjmowaniu jego autentyczności. Taka obawa jest uzasadniona, gdy ktoś rozważa jedynie historyczny materiał dowodowy".

Fałszerstwo

Około roku 1900 w kolekcji dokumentów Ulysse'a Cheva-liera znaleziono pewien list. List ten był napisany w 1389 roku przez biskupa miejscowości Troyes do anty-papieża Awinionu, Klemensa VII. List ten wyjaśniał, że znaleziono artystę, który namalował Całun i że przyznał się on do tego. Wielu było zaniepokojonych tym, że płótno zostało wykorzystane do osiągnięcia zysku finansowego. List wyjaśniał dalej: "Wielu, bowiem teologów i innych mądrych ludzi głosiło, że to nie może być prawdziwy Całun naszego Pana z odbitą na nim podobizną Zbawiciela, ponieważ Ewangelia święta nigdzie nie wspomina o takim odbiciu; a gdyby Całun był prawdziwy, całkiem nieprawdopodobne jest, aby święty ewangelista opuścił to w swoim opisie i aby ten fakt pozostał ukryty aż do obecnego czasu". List dodawał, że fałszerstwo zostało wykryte i stwierdzał: "prawda została potwierdzona przez artystę, który namalował go; to znaczy, że jest to dzieło ludzkiej umiejętności, a nie cudownej mocy".

Jego historia

Geoffrey de Channey nabył Całun krótko przed rokiem 1357. Był wystawiony dla kultu w 1357 roku w kolegiackim kościele w Lirey we Francji, ufundowanym przez Geoffreya Geoffrey jednak umarł w roku 1356, zanim wyjawił, w jaki sposób zdobył to płótno. Całun został złożony do magazynu, gdzie badanie wykazało, że został sfabrykowany. Potem, około roku 1449, Margaret de Chamey, wnuczka Geoffreya podróżowała z tym płótnem i pobierała opłatę za oglądanie go. W 1452 roku dała Całun księciu Savoy w zamian za dwa zamki. Został on umieszczony w Sainte Chapelle w Chambery, gdzie został uszkodzony przez ogień 3 grudnia 1532 roku. Emmanuel Philibert z Savoy przeniósł Całun z Francji do Turynu we Włoszech w 1578 roku. Fotograf o nazwisku Se-condo Pia sfotografował obraz na płótnie w 1898 roku. Ku zdziwieniu wszystkich odkryto, że obraz na płótnie jest negatywem.

Powstanie obrazu

Ważnym krokiem w wyjaśnieniu, czy obraz na płótnie powstał w rezultacie cudu, czy też jest rzeczywiście szatą pogrzebową Jezusa, jest poznanie sposobu przeniesienia obrazu na płótno. Gdyby nie było żadnej wątpliwości, że sposób powstania obrazu na płótnie przekracza możliwości naturalne, mielibyśmy cud i byłby to Całun Chrystusa. Obie strony w tej dyskusji przyznają, że obraz jest wzorowany na ukrzyżowaniu Chrystusa. Metody proponowane do wyjaśnienia sposobu przeniesienia obrazu na płótno są następujące: (l) waporografia; (2) prażenie i promieniowanie; (3) termografia. Waporografia jest procesem, w którym mieszanina korzeni wonnych aloesu i oleju reaguje z amoniakiem (mocznikiem) w pocie człowieka w formie pary i tworzy obraz na płótnie. Jedynym wymaganiem fizyki jest to, aby pary unosiły się po linii prostej; wówczas może utworzyć się obraz. Problem w tej teorii polega na tym, że nie wszyscy chemicy uważają, iż pary będą przemieszczały się dokładnie z punktu swojego powstania po liniach prostych. 0'Gorman napisał w 1931 roku, że aby mogła mieć miejsce waporografia, w maściach albo w ciele Chrystusa musiałaby znajdować się pewna ilość radioaktywnej substancji! Lecz to musi być uznane 3a spekulację najwyższego rzędu. Inną metodą, która zyskała popularność i która jest brana pod uwagę w dochodzeniach, jest "prażenie", czyli proces, w którym w ciele wyzwala się promieniowanie wystarczające do wypalenia obrazu na płótnie. Teoria ta została obalona przez świadectwo dwóch przyrodników: Wadea Pattersona i Dave'a S. Myersa z Lawrence Livermore Laboratory. Powiedzieli oni, że nie widzą żadnej możliwości, aby obraz na Całunie mógł zostać wytworzony w naturalny sposób przez jonizację albo promieniowanie wysokoenergetyczne, lub promieniowanie nuklearne czy też inne. Promieniowanie jonizujące to głównie promieniowanie rentgenowskie i promieniowanie gamma. Obraz nie mógł powstać przy użyciu żadnego z nich, ponieważ wytworzenie promieni Roentgena wymaga, urządzeń wysokiego napięcia, a jedynym naturalnym źródłem promieni gamma są radioaktywne substancje takie jak uran. Poza tym promieniowanie rentgenowskie i promienie gamma nie oddziaływają na materiał w sposób widoczny na Całunie. Promienie rentgenowskie i promienie gamma - twierdzą oni - należą do najbardziej przenikliwych promieni. Przeniknęłyby one przez Całun nie zostawiając na nim żadnego śladu. Przyznali oni, że bardzo intensywne źródło promieniowania jonizującego byłoby w stanie wpłynąć na materiał, lecz ze względu na inne czynniki - ciało, upływ wieków - nie widzą oni sposobu, w który byłoby to możliwe. Nawet gdyby w jakiś nieprawdopodobny sposób ciało zostało uczynione radioaktywnym i wysyłało promienie Roentgena albo promienie gamma, obraz na Całunie różni się od tego, jaki mógłby powstać, gdyby zaistniały powyższe okoliczności. Promienie rentgenowskie i promienie gamma są najbardziej pochłaniane przez kości - jak twierdzi Patterson - i dlatego one, a nie skóra byłyby najbardziej widoczne na obrazie. Nawet gdyby jakaś radioaktywna substancja, taka jak uran, - który emituje promienie gamma oraz cząsteczki alfa i beta - została rozmieszczona na ciele, przyrodnicy ci dalej nie sądzą, aby pojawił się obraz taki, jak na Całunie. W najlepszym wypadku byłby to jedynie zarys sylwetki. Nawet gdyby radioaktywna substancja została rozmieszczona w ten sposób, aby podkreślić jedynie wypukłe części - dodają badacze - w dalszym ciągu nie znają oni żadnego sposobu uczulenia płótna tak, aby było ono w stanie zarejestrować promienie wysokoenergetyczne. Promienie rentgenowskie są tutaj dobrym przykładem; potrzebny jest film, aby zarejestrować ich obecność. Gdyby w czasie pogrzebu miała miejsce nad Jerozolimą eksplozja atomowa, znalazłoby się wtedy wystarczająco dużo promieniowania wysokoenergetycznego, aby nanieść obraz na Całun; lecz zniszczyłoby go ono całą swoją intensywnością. Nawet gdyby nie zniszczyło Całunu, oddziałałoby na płótno Całunu w całkiem inny sposób (Wilcox, The Shroud, str. 154- 155). Trzecią metodą, która pozwalałaby na przeniesienie obrazu jest słabsza forma promieniowania, jakim jest promieniowanie cieplne. Ten proces jest nazywany termografią i jest wykorzystywany przy wykrywaniu raka piersi. Doktorzy Jackson i Jumper uważają, że ta metoda jest najbardziej prawdopodobna dla wyjaśnienia sposobu przeniesienia obrazu na płótno. "Posługując się komputerami do analizy danych z fotografii, zweryfikowali oni myśl, że obraz jest równomiernie jaśniejszy i ciemniejszy proporcjonalnie do odległości między ciałem a płótnem. Tak równomierne były te różnice, że w ich umysłach nie było żadnych wątpliwości, iż obraz został utworzony przez jakiś "proces fizyczny" - wyraźnie inny niż ręka ludzkiego artysty - i zaczęli popierać teorię termogramu, obrazu powstałego przez działanie ciepła", (Wilcox, The Shroud, str. 175). A jednak doktor Wood z Neurologioal Institute of New York zbadał związek tego procesu z Całunem i jako rezultat tych badań przedstawił swoje poważne wątpliwości. Termografia, jak wyjaśnia doktor Ernest Wood, powstała z fotografii podczerwonej, która rozwinęła się podczas II wojny światowej. Dzisiaj jest ona wykorzystywana głównie przy wykrywaniu raka piersi. Zasada jej jest prosta. Ciepło promieniujące z ciała jest wykorzystywane do wykonywania zdjęć diagnostycznych i zdjęcia te są negatywami. Lecz istnieją poważne różnice - jak wykazał doktor Wood - między zdjęciami termograficznymi a obrazem na Całunie. Po pierwsze, konieczne są skomplikowane maszyny, aby wzmocnić ciepło ciała do poziomu, na którym można zarejestrować obraz: jest to wzmocnienie rzędu miliona razy. Po drugie, zdjęcia termograficzne są rejestrowane na błonie fotograficznej, a nie na płótnie, (Wilcox, The Shroud, str. 171-172). Ilość wypromieniowanego ciepła powiększona milion razy albo nawet i więcej, najprawdopodobniej zniszczyłaby płótno swoją intensywnością. Ci, którzy bronią poglądu, że obraz wytworzyło słabe promieniowanie, muszą wytłumaczyć problem zaistnienia refrakcji; załamania światła dziennego. Twierdzą oni, że nastąpiło to przez rzekomą warstwę potu na ciele, działającą jako soczewka rozpraszająca i nadająca promieniowaniu charakter liniowy, konieczny aby wytworzyć obraz (główny powód, dla którego ciało musiałoby być nieumyte.) Jeżeli usuniesz pot, usuniesz mechanizm skupiający. Doktor Mueller nazwał tę całą teorię śmieszną, ponieważ, aby nadać promieniowaniu charakter liniowy, ciało musiałoby posiadać setki - przypominających oko muchy - soczewek na całej powierzchni. Na pewno pot nie zrobiłby tego! Ważne jest także, że dostrzegalne słabe promieniowanie, o którym mowa, tworzy obraz najwyżej dwa cale od ciała. Przy większej odległości intensywność promieniowania spada do zera i nie pozostawia żadnego śladu. Przeciętna taka odległość dla Całunu wynosi trzy centymetry albo półtora cala, co poważnie osłabia właściwości promieniowania mogące wywołać obraz; a istnieją większe powierzchnie Całunu, na których nie powstałby żaden obraz, gdyby przyczyną było promieniowanie cieplne. Ważne jest także pamiętanie, że przedstawiany mechanizm promieniowania cieplnego jest czystą spekulacją; nie ma żadnego dowodu. W najlepszym przypadku jest to swobodne przypuszczenie. Doktor Marvin Mueller pracuje w Los Alamos Scilentific Laboratory od 20 lat i jest autorem eksperymentalnych i teoretycznych badań w kilku różnych dziedzinach fizyki. Przez ostatnie lata pracował nad Laser Fusion Energy Project i jest znany na całym świecie w tej dziedzinie, z powodu swojego wkładu teoretycznego oraz współzawodnictwa. Doktor Mueller pisze w pewnym liście: "Niektórzy naukowcy, którzy są członkami Projektu Badań Całunu Turyńskiego (STURP) twierdzą, że eksperymentalne rezultaty ich badań wskazują, iż Całun w rzeczywistości spowijał ukrzyżowane ciało Jezusa Chrystusa. Głównym powodem przyjmowania autentyczności Całunu jest twierdzenie, że obraz na Całunie mógł powstać jedynie przez krótki wybuch promieniowania pochodzący z ciała i naświetlający obraz ciała na płótnie, w które było ono owinięte. Takie wydarzenie byłoby oczywiście cudem, a to jest właśnie to, czego uczeni ci potrzebują, aby potwierdzić autentyczność Całunu, ponieważ żaden naturalny sposób powstania obrazu nie mógłby prowadzić do wniosku, że ciało, dzięki któremu powstał obraz, było ciałem Jezusa Chrystusa. A jednak ich twierdzenia nie wytrzymują bliższego badania i wydają się oparte w dużej mierze na ich pragnieniach. Po pierwsze nie wykazali oni, że obraz na Całunie jest wynikiem takiego naświetlenia, chociaż posiada wskazujące na to właściwości, takie jak kolor czy opór cieplny. Właściwości te posiadają także inne substancje, które mogły być użyte do wytworzenia obrazu środkami artystycznymi i które w rzeczywistości zostały znalezione na obrazie. Sam ten fakt czyni jakiekolwiek twierdzenie o jego autentyczności raczej niepoważnym. Co więcej, STURP nie wykazał, że obraz został przeniesiony przez przestrzeń dzielącą ciało od płótna przy pomocy promieniowania albo jakiegoś innego środka. Choć szczegóły są zbyt skomplikowane, aby je tutaj wyjaśniać, można powiedzieć, że wszystko co zrobił STURP, to ustalenie związku między intensywnością (ciemnością) obrazu na Całunie, a odległością płótna od ciała ustaloną przy pomocy eksperymentalnego owinięcia mężczyzny płótnem. Lecz współzależność nie dowodzi przyczynowości. Na przykład - przynajmniej co do zasady - procedura zastosowana przez STURP do stworzenia płaskorzeźby "Człowiek z Całunu" mogłaby być zasadniczo wykorzystana do rekonstrukcji płaskorzeźby z odbicia monety powstałego na papierze przez pocieranie kredką. Fakt, że posługując się powyższą metodą wytworzyli oni płaskorzeźbę na podstawie obrazu z Całunu, nie mówi nic na temat sposobu powstania tego obrazu. Metoda pocierania, będąc wewnętrznie zmienną i podatną na adaptacje, może wytworzyć szeroki zakres stopni zaciemnienia dla danej płaskorzeźby podstawowej, co może powodować zmiany "trójwymiarowych" cech obrazu prawie do woli. Dlatego owe dwa założenia, na których oparta jest hipoteza "krótkiego wybuchu promieniowania" nie wytrzymują krytyki. Każde twierdzenie o autentyczności Całunu Turyńskiego jest tak przedwczesne, że aż śmieszne".

Trój wymiarowy obraz

Jednym z twierdzeń rzeczników Całunu jest to, że obraz na płótnie może być odtworzony w trzech wymiarach przez System Interpretacji Analizatora YP-8. To urządzenie ma przekształcać intensywność barw na trójwymiarową rzeźbę albo obraz z bardzo niewielkimi zmianami. Doktorzy Jackson i Jumper piszą: "Dobrze znany argument stwierdza, że artysta, który musiałby żyć przed XIV wiekiem, nie mógłby wytworzyć dokładnego obrazu negatywowego bez możliwości sprawdzenia swojego dzieła przy pomocy inwersji fotograficznej. Stwierdzamy także, że artysta czy fałszerz żyjący wtedy, nie byłby w stanie zakodować trójwymiarowej informacji przez dostosowanie intensywności barwy swojego dzieła tak, aby wszędzie istniała współzależność między nią, a rzeczywistą odległością płótna od ciała. Aby zilustrować ten fakt, dokonaliśmy pewnego eksperymentu. Uzyskaliśmy fotografie kopii Całunu wykonanych przez dwóch doskonałych artystów, którzy mieli wykonać te kopie tak dokładnie, jak tylko możliwe. Potem przekształciliśmy te kopie w wypukłe obrazy, aby zobaczyć jak dobrze każdy artysta odtworzył informacje trójwymiarowe Całunu w swoich kopiach. W tym czasie obydwaj artyści nic nie wiedzieli o tych trójwymiarowych właściwościach. Zmienianie wielkości płaskorzeźby nic nie pomagało, ponieważ nienormalności tych obrazów jedynie zmieniały się proporcjonalnie, lecz nie znikały. Skoro dwóch kompetentnych artystów, którzy mieli przed sobą sam Całun do kopiowania, nie było w stanie bezbłędnie 1-172).odtworzyć trójwymiarowego obrazu z Całunu, wydaje się niemożliwe, aby jakiś średniowieczny artysta mógł wykonać takie dzieło, nie mając żadnego Całunu, na którym mógłby się opierać. Uważamy umieszczenie wyraźnego, trójwymiarowego obrazu ludzkiego ciała na płótnie przez artystę - lub w jakikolwiek inny sposób - wyzwaniem dla technologii sprzed XX wieku" (z 1977 The Research Procedings on the Shroud of Turin, str. 85). John German, kolega dr Jaoksona i Jumpera wskazuje na 201 fakt, że jakość obrazu jest uzależniona od sposobu nastawienia aparatury. "Natura tego związku ujawniła ważne źródło błędów, tkwiące w konstrukcji trójwymiarowego obrazu na podstawie Całunu. Obraz na Całunie został utworzony przez proces, który był rezultatem nieliniowego związku zachodzącego między intensywnością obrazu, a odległością płótna od ciała. System analizatora obrazów daje jednak trójwymiarowy obraz, w którym płaskorzeźba (analogicznie do odległości płótna od ciała) zmienia się liniowo w zależności od intensywności barwy. Praktycznym rezultatem tego liniowego związku jest to, że obraz jest zniekształcony. Jeżeli zredukuje się stopień wypukłości, aby stworzyć obraz z realistycznym nosem lub czołem, bledsze części obrazu, odpowiadające większym odległościom płótna od ciała, dają niewiele wypukłości albo nie dają żadnej. Z drugiej strony, gdy stopień wypukłości jest zwiększony, aby wydobyć z obrazu te bledsze części, nos i czoło wzrastają nieproporcjonalnie" (z Proceedings, str. 235). Problem wiąże się tutaj z soczewkami, które są wykorzystywane do korekty zniekształceń totalnych oraz z aparaturą, która opiera się głównie na symulacji: czy trójwymiarowy obraz z Całunu jest tak doskonały, aby rzeczywiście mógł być uważany za cudowny? Trzeba także wziąć pod uwagę to, że w celu uzyskania potrzebnego obrazu jest konieczny człowiek podobny do człowieka z Całunu, aby ustalić odległość płótna od powierzchni ciała. Poza tym płótno na ludzkim modelu musi być wygładzone (co daje w rezultacie zniekształcenie) i potem kamera tworzy obraz z nałożonych na płótno korelacji odległościowych. Pytanie brzmi tutaj, skąd można wiedzieć, że jest to odtworzony trójwymiarowy obraz człowieka z Całunu, a nie jedynie obraz człowieka, który służył jako model? Marvin Mueller, dr filozofii w dziedzinie fizyki z Los Alamos Laboratory stwierdza: "Względna ciemność obrazu jest określana przez optyczne badanie fotografii obrazu na Całunie. Następnie wykonywany jest wykres zależności ciemności obrazu od odległości płótna od ciała. Aby zwiększyć te powiązania dokonuje się wielu uzupełnień w szczegółach i rozmiarach fałdów płótna. Końcowa, dostosowana w ten sposób korelacja jest rzeczywiście dobra i teraz obliczana jest przybliżona, lekko spadająca funkcja wykładnicza. A jednak przy uwzględnieniu błędów pomiaru oraz wygładzania koniecznego przy obliczaniu tej funkcji z posiadanych danych, otrzymujemy jedynie trójwymiarowy obraz ludzkiego modelu wybranego do tego eksperymentu! Ironiczne jest to, że sam proces wygładzania wytwarza nie tylko zniekształcenia wypukłości, lecz stwarza on również możliwość, iż niektóre cechy obrazu z Całunu mogą być także nałożone na wypukłość ludzkiego modelu. Tak więc powstała w rezultacie płaskorzeźba jest mieszaniną cech ludzkiego modelu i obrazu z Całunu - nie, jak twierdzono, trójwymiarowym obrazem człowieka z Całunu. Tak więc STURP zademonstrował, że można uzyskać dobrą współzależność między ciemnością obrazu na Całunie, a odpowiadającą mu odległością płótna od ciała, gdy ciało mężczyzny odpowiedniego wzrostu zostanie owinięte płótnem i w odpowiedni sposób zostaną ułożone fałdy. Lecz ponieważ współzależność nie dowodzi przyczynowości, jest to wszystko czego STURP dokonał" (z The Los Alamos Monitor, 16 grudzień 1979, s. B-6).

Krwawe plamy

W celu ustalenia autentyczności analizowano rzekome krwawe plamy na dwóch małych częściach i dwunastu nitkach Całunu. Jeszcze przed niedawnymi badaniami Całunu zostało stwierdzone przez przyrodników, że nie istnieje ostateczny dowód, iż plamy na Całunie powstały z ludzkiej krwi (Thomas Humber, The Sacred Shroud, s. 178). Niedawne badania przeprowadzone w 1978 roku doprowadziły rzeczników Całunu do uwierzenia, że "obszary poplamione krwią przejawiają charakterystyki spektralne ludzkiej hemoglobiny (S. F. Pellicori,,,Spectral Properties of the Shroud of Tourin", Applied Optics, 15 czerwiec 1980, tom 19, nr 12, str. 1913-1920). Problem jednak ciągle pozostaje otwarty, ponieważ fałszerz mógł w odpowiedni sposób logicznie umieścić ludzką krew, aby stworzyć najbardziej realistycznie możliwy obraz. Obecność krwi albo hemoglobiny na Całunie nie jest dowodem uzasadniającym twierdzenia o jego autentyczności.

Duplikat

Rzecznicy prawdziwości Całunu Turyńskiego przedstawiają różne elementy materiału dowodowego dla potwierdzenia swoich tez o jego autentyczności. Te elementy materiału dowodowego to: (l) brak śladów pędzla; (2) fakt, że obraz nie przenika włókien (znajduje się on jedynie na powierzchni); (3) obecność proszku uważanego za aloes; (4) pyłki kwiatowe znalezione na płótnie, mające pochodzić z czasów Chrystusa. Większość z tych argumentów daje się wyjaśnić przez obraz płaskorzeźbowy stworzony przez Joe Nickella. Zdjęcie tego obrazu znajduje się w czasopiśmie "The Humanist", listopad - grudzień 1978 i w czasopiśmie "Popular Photography", listopad 1979. Nickell zastosował pewną metodę wykorzystując jedynie materiały i metody z XIV wieku, aby odtworzyć negatywowy obraz znajdujący się na Całunie. Technika ta daje negatyw. Nie malował on swego obrazu, lecz wykorzystał płaskorzeźbę, nałożył na nią mokre płótno, a gdy ono wyschło, pokrył je "sproszkowanym barwnikiem". Nickell posłużył się mieszaniną mirry i aloesu. Nie pozostawia ona żadnych śladów pędzla. Nickell pisze: "Moje dzieło nawet przy dokładnym badaniu wydaje się stworzone bez żadnego "barwnika". Posłużyłem się maściami pogrzebowymi - mirrą i aloesem -które odtwarzają podobny do spalenizny kolor i wiele innych cech. Interesującym spostrzeżeniem jest to, że (według Encyklopedii Amerykańskiej z 1978 roku) aloes rzeczywiście służył jako barwnik albo pigment. Istotnym faktem jest tutaj to, że ten "barwnik" nie przenika włókien, pozostając (jak jest powiedziane na temat Całunu) jedynie "zjawiskiem powierzchniowym" - wykazanym przez przecinanie włókien i badania mikroskopowe. Dwaj członkowie tajnej (później ujawnionej) oficjalnej komisji Całunu, wyznaczonej w 1969 roku do zbadania płótna zasugerowali, że obraz był rezultatem jakiejś techniki artystycznego wytłaczania stosującej model albo formę. Jest to dokładne opisanie techniki, która w moim przypadku okazała się skuteczna. Entuzjaści Całunu twierdzą, że nie znaleźli oni "żadnego dowodu barwnika" na płótnie, choć są stwierdzone dowody istnienia "proszku" nazwanego aloesem. Wskazują oni na to, że nie ma żadnych śladów pędzla; że wokół dziur powstałych od ognia (z pożaru kaplicy w 1532 roku), nie powstało żadne zaciemnienie obrazu, i że obraz nie posiada żadnej "kierunkowości" (takiej, jak od stosowania pędzla czy palców). Wszystko to jednak jest także cechą mojej metody! Raport wspomina o odkryciu różnych czerwono-żółtych. pomarańczowych "kryształów" (albo "kulek") i pewnych gałeczek; swoim wyglądem przypominających mirrę i aloes. Te maści (dostępne fałszerzowi na targu albo w pobliskiej aptece) prawdopodobnie zawierały owe pyłki kwiatowe ze Środkowego Wschodu, które mają znajdować się na płótnie" (The Shroud, Christian Lite, luty 1980, tom 4, nr 10). Negatyw wykonany przez fotografa ukazał pozytywowy obraz bardzo dobrej jakości. Dr Mueller mówi na temat obrazu Nickella: "Joe Nickell opisuje swoją metodę wytwarzania obrazu negatywowego, podobnego do Całunu z płaskorzeźby. Jakościowo przynajmniej podobieństwo jest uderzające, obejmuje nawet mikroskopowe badania przenikania barwnika przez nici. Rezultaty techniki pocierania - nawet z tą samą płaskorzeźbą - mogą być łatwo różnicowane przez zmianę nacisku, sposobu, w jaki ułożone jest mokre płótno oraz rozmiaru wykorzystywanego narzędzia i mogą w rezultacie dawać obrazy o bardzo różnym charakterze. Tak, więc trójwymiarowa charakterystyka tej techniki może być zmieniana prawie do woli" (,,Shroud: Real McCoy or Hoax?" Los Alamos Monitor, 16 grudzień 1979).

Płótna pogrzebowe Chrystusa

Prawdopodobnie najbardziej druzgocącym świadectwem przeciw autentyczności Całunu jest niezgodność procedury pogrzebowej Całunu z nowotestamentowymi opisami pogrzebu Chrystusa. "W starożytności obcinano włosy (Talmud Babiloński, Moed. Kat, 8b), lecz teraz były one jedynie myte, a na ciało wylewano 9 miar zimnej wody (podczas czego w niektórych miejscach zmarły był sadzany w wyprostowanej pozycji), co stanowiło akt religijnego oczyszczenia... Następnie ciało dokładnie suszono troszcząc się, aby nie pozostało ono przez ten czas odsłonięte. Kobiety musiały przejść ten sam proces oczyszczenia wykonywany rękami kobiet. W Dz 9,37 mamy przykład mycia kobiety przed pogrzebem w czasach Nowego Testamentu. Dawniejszym zwyczajem było także namaszczanie ciała po obmyciu różnymi rodzajami aromatycznych maści... Pamiętamy, że gdy zarzucano Marii marnowanie olejku, Jezus odpowiedział: "Zostaw ją, przechowała to, aby mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu" (J 12,7). Istnieje także zapis, że dla namaszczenia ciała Jezusa przyniesiono około 100 funtów mieszaniny mirry i aloesu (J 9,39). Po wykonaniu rytuału oczyszczania w zwyczajowy sposób ciało jest owijane w szaty pogrzebowe... (Mish. Sanhed. 6.5). Jest to nowotestamentowy sindon (por. Mt 27,59 itp.) utworzony z białego płótna bez najmniejszej plamki. Są one zazwyczaj dziełem kobiet i są jedynie łączone razem bez żadnych węzłów, co ma oznaczać, według zdania niektórych, że umysł zmarłego jest uwolniony od trosk tego życia, a według innych ma wyrażać pragnienie, żeby kości zmarłego szybko rozpadły się w proch (Rokeach 116). Żadne ciało kobiety ani mężczyzny nie mogło być ubrane w mniej niż 3 szaty" (z The Jewish Quarterly Review, t. 7, 1895, s. 260-261). Istnieje kilka problemów, które pojawiają się, gdy rzecznicy Całunu studiują Nowy Testament. Pierwszym jest konflikt dotyczący Całunu pogrzebowego. Na podstawie Nowego Testamentu i żydowskich zwyczajów pogrzebowych jasne jest, że istniało kilka kawałków płótna wykorzystanych w pogrzebie Chrystusa, a nie jeden o wymiarach 14 stóp na 4 stopy, taki jakim jest Całun. J 25,7 wyraźnie stwierdza, że osobne płótno owinięte było wokół głowy Chrystusa obok innych szat pogrzebowych. A jednak na płótnie turyńskim obraz twarzy znajduje się na tym samym kawałku płótna, co reszta ciała. Tekst nie tylko stwierdza, że do owinięcia ciała Chrystusa użyto kilka sztuk płótna, lecz także że były to "paski", "opaski" albo "płócienne bandaże", takie jak te, które wykorzystywano przy mumiach. Jeszcze bardziej znaczące jest to, że słowa użyte na opisanie szat pogrzebowych Chrystusa, to nie "kalutto" (l Kr 19,13) ani "periballo" (Rdz 38,14), które są słowami używanymi w Septuagdncie szczególnie dla. szat takich jak Całun. Nie znajdują się one w tekście Nowego Testamentu. Ich nieobecność jest bardzo znacząca. Po drugie, opis pogrzebu w Ewangelii Jana (19,40) korzysta z formy liczby mnogiej: "płótna". W rzeczywistości wszystkie opisy Ewangelii zgadzają się w tym, że ciało Chrystusa było "zawijane" albo "owijane". "Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w grobie" (Łk 23,53). "Zabrali, więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania" (J 19,40). Słowo "entulisso", którym posłużyli się Mateusz i Łukasz oznacza "zawijać" albo "spowijać". Marek posłużył się słowem "eneileo", które oznacza "zawijać", "ograniczać". Jan, który był naocznym świadkiem, bardzo wyraźnie stwierdza, że ciało Jezusa było owijane. Słowo, "deo" oznacza "bandażować" albo "krępować" w znaczeniu pozbawiania wolności. Tak, więc w świetle zgodnego z tekstem materiału, na podstawie doboru słów i ich umieszczenia, dobrze uzasadnionym wnioskiem jest stwierdzenie, - które wyraźnie przedstawił Jan, - że Jezus był owinięty jakby bandażem, pasami lnianego płótna, a nie jedynie pojedynczą sztuką płótna. Słowa, mówiące o tym płótnie stwierdzają to wyraźnie. Upoważniają do tego użyte czasowniki, a konkretny dobór słów czyni wniosek nieuniknionym. Trzeci problem związany z Całunem Turyńskim polega na tym, że - jak przyznają jego rzecznicy - jego autentyczność opiera się na założeniu, iż ciało nie było umyte. Jest to ważne z kilku powodów: (l) rzekoma obecność wyschłej krwi na nie umytym ciele; (2) konieczność istnienia potu, który miałby działać jako soczewki refrakcyjne, aby skoncentrować promieniowanie w celu stworzenia obrazu. lam Wilson wyraża pogląd, że ciało Jezusa nie było obmyte. Pisze on: "Niektórzy argumentują, że mycie ciała było rytuałem przypisanym, który można było wykonywać nawet niezależnie od Szabatu. Inni wybitni badacze Nowego Testamentu nie podzielają takiego poglądu. Nawet najlepsi egzegeci nie sprzeciwiają się zasadniczo koncepcji, że po prostu nie było czasu na mycie ciała Jezusa przed Szabatem, zwłaszcza biorąc pod uwagę różne wymagania związane z tym żydowskim obrządkiem". Gdy - jak wykazały wydarzenia - niemożliwe było także wykonanie tego obrządku po Szabacie, można zrozumieć pewną obawę niektórych ewangelistów przed wyznaniem tego bezpośrednio. Jedynie na podstawie poglądu, że Jezus nie został umyty, może być utrzymana autentyczność Całunu Turyńskiego (z The Shroud of Turin, łan Wilson, s. 50). Powyższe Wnioski są w najlepszym wypadku błędne. Pomysł, że nie było czasu na umycie ciała wodą, ponieważ zbliżał się Szabat, jest równie błędny, ponieważ Pismo mówi, że był czas na namaszczenie ciała ponad stoma funtami maści. Faktem jest, że ciało mogło być rzeczywiście myte i namaszczane w Szabat: "Ciało może jednak być myte i namaszczane w Szabat, byleby członki nie zostały wywichnięte: podpórka może być usunięta spod głowy i ciało może być złożone na piasku, aby uchronić je przez dłuższy czas od rozkładu; dolna szczęka może być również podwiązana w celu powstrzymania jej przed opadaniem" (Mish. Shabby. 33:5 z The Jewilsh Quarterly Revies, 1895, t. 7, s. 118). Jan nie napisałby i nie mógłby napisać, że J szus został pochowany stosownie do żydowskiego sposobu chowania, gdyby jego ciało nie zostało umyte.

Maści

Czwartym problemem uzgodnienia stanowiska rzeczników Całunu z opisami pogrzebu w Nowym Testamencie są maści. Ciało musiałoby być przedtem umyte, łan Wilson stwierdza: "Św. Jan mówi nam, że Nikodem towarzyszący Józefowi z Arymatei przyniósł mieszaninę mirry i aloesu ważącą około 100 funtów, oraz że zostały one zawinięte wraz z płótnami wokół ciała (J 19,39.60). Gdyby takie maści zostały użyte do namaszczenia, wymaganiem żydowskiego rytuału i rytuału każdej innej kultury byłoby umycie wpierw ciała. Ponieważ w przypadku Całunu widzimy, że ciało nie było umyte, i ponieważ waga maści opisana w Ewangeliach przekraczałaby ilość konieczną do najbardziej obfitego namaszczenia najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem wydaje się to, że wokół ciała umieszczono suche kawałki środków aromatycznych powstrzymujących rozkład" (z The Shroud of Tourin, łan Wilson, str. 56-57). Poza tym, jeżeli wykorzystano maści, tak jak wyraźnie stwierdzone jest to w Ewangeliach, obraz nie mógłby być przeniesiony na płótno przez promieniowanie - jak twierdzą rzeczTllicy Całunu.

Inne Całuny

Wielu ludzi nie jest świadomych faktu, że po wyprawach krzyżowych wiele całunów krążyło po średniowiecznej Europie w tym samym czasie, co Całun Turyński. Stwierdzono, że istniało w owym czasie ponad 40"prawdziwych całunów".. Wiele z nich jest nadal prezentowanych dzisiaj.

Monety

Krążą opisy monety nad prawym okiem, która pochodzi z lat 29 do 32 po Chrystusie. Wielebny Francis L. Philais, profesor teologii z Loyola University, Chicago, donosi, że cztery greckie litery UCAI na tej monecie są częścią napisu "Tyberiusza Cezara". Według rozumienia autorów niniejszej książki, owe całkiem niezrozumiałe litery to UKAI i wydawca tej monety musiałby być albo pijany, albo nieświadomy, aby wybijać ją w ten sposób. Teoria monety wzbudza wiele pytań dotyczących Całunu. Teoria wyjaśniająca przeniesienie obrazu na płótno wymagała, aby ciało nie było umyte, ponieważ wyschnięty pot był konieczny do wzmocnienia promieni. Moneta jednak zatrzymałaby jakiekolwiek wzmocnienie promieni. Poza tym. różne teorie przeniesienia obrazu stwierdzają, że ciało nie zostało przygotowane do pogrzebu, dlatego, że nie zostało umyte. Trudno wyobrazić sobie, że ciało, które nie było umyte ani przygotowane do pogrzebu, miałoby monety położone na oczach (w tym przypadku na prawym oku).

Brak świadectw Nowego Testamentu

Całkowicie nie do pomyślenia jest fakt, aby apostołowie i chrześcijanie z pierwszych lat chrześcijaństwa nie wspomnieli nic o płótnie, które miało na sobie obraz ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa. W obliczu śmierci ogłaszali, że Jezus Chrystus żyje. Nieustannie - a i w najbardziej groźnych sytuacjach - przedstawiali osobiste świadectwo o ukazywaniu się zmartwychwstałego Chrystusa. Czy jest do, pomyślenia, aby żaden z nich, zwłaszcza z pisarzy Nowego Testamentu i ojców Kościoła, nie wspomniał nawet o Całunie w nawiązaniu do Chrystusa i jego zmartwychwstania?

WNIOSEK

Dotychczasowy materiał dowodowy w żaden sposób nie potwierdza autentyczności Całunu jako pogrzebowej szaty Chrystusa.