Dlaczego dobry Bóg dopuszcza cierpienia?
To bardzo stare pytanie. Cztery tysiące lat temu, człowiek którego dotknęło wiele osobistych, rodzinnych i finansowych nieszczęść przemówił do milczących niebios prosząc: "Objaw mi, dlaczego ze mną spór wiedziesz. Czy masz z tego korzyść, że uciskasz, że gardzisz tworem swoich rąk" (Job 10:2,3,8). Podobne pytanie zadawane są nadal: "Czy Bóg mnie nienawidzi? Czy właśnie dlatego pozwala mi cierpieć? Dlaczego właśnie ja?"
Są na to odpowiedzi. Nie są wyczerpujące, ale wystarczają jednak, by mieć do naszych przeżyć odpowiedni, zdrowy dystans. Znając je będziemy wiedzieć jak wykorzystywać cierpienia dla naszego dobra. Mimo, że Niebo nie odpowiada na niektóre z naszych pytań, to jednak wyjawia nam tyle ile potrzebujemy, aby ufać Bogu i kochać Go. Poprzez nasze cierpienia On chce nam na coś pokazać.
Pokrętne odpowiedzi
Życie bywa trudne do pojęcia. Próbując zmagać się z surowymi realiami naszej egzystencji łatwo możemy popaść we frustrację. Desperacko szukamy odpowiedzi na trudny problem cierpienia. Może się nawet zastanawiamy czy kiedykolwiek całkowicie zrozumiemy powód dla którego złe rzeczy przydarzają się dobrym ludziom, a dobre ludziom złym. Odpowiedzi wydają się często wymijające, ukryte lub nieosiągalne.
Tak, to, że terrorystę może zabić jego własna bomba ma sens. Podobnie to, że nieostrożny kierowca może mieć poważny wypadek. Wydaje się logicznym, że osoba lekkomyślnie obchodząca się z ogniem może spłonąć. Sensownie brzmi nawet to, że człowiek palący paczkę papierosów dziennie może się nabawić raka płuc.
Co jednak z niewinnymi mężczyznami, kobietami i dziećmi ginącymi wskutek wybuchu bomby? Co z młodym kierowcą doznającym ciężkiego urazu mózgu, bo ktoś pijany zjechał na jego pas ruchu? Co z osobą której dom spłonął nie z jego winy? I co z dwuletnim dzieckiem u którego wykryto białaczkę?
Przekonanie, że znamy pełną odpowiedź na to dlaczego Bóg pozwala na cierpienie to rzecz niebezpieczna a nawet głupia. Przyczyn takiej postawy Boga jest wiele i często są one bardzo złożone. Nie jest też rzeczą właściwą uważać, że ich znajomość to przysługujące nam prawo. Kiedy starotestamentowy Job zrozumiał, że nie wolno mu wymagać odpowiedzi od Boga, to powiedział: "Mówiłem nierozumnie o rzeczach cudownych dla mnie, których nie rozumiem" (Job 42:3).
Bóg jednak dał nam pewne odpowiedzi. Mimo, że być może nie dowiemy się dlaczego ktoś został wyznaczony by cierpieć na jakąś chorobę, to możemy poznać powody istnienia chorób. Nawet gdy nie wiemy dlaczego spotkał nas jakiś problem, to możemy wiedzieć jak sobie z nim radzić w sposób który jest miły Bogu.
Jako autor nie zamierzam twierdzić, że w pełni pojmuję przyczyny wszystkich ciężkich doświadczeń. Mimo, że niektóre aspekty ludzkich cierpień są dla wszystkich wspólne, to ich specyficzne cechy i okoliczności się różnią. To czego teraz najbardziej potrzebujesz to być może nie podanie powodów twojego cierpienia ani informacja jak się go pozbyć. Najbardziej potrzebujemy zrozumienia u innej osoby, jej chęci wsłuchania się w nasz problem, otoczenia nas przyjaznym ramieniem czy tego, że przy nas w milczeniu posiedzi. Później jednak będziesz chciał i potrzebował poznać Boże prawdy, bo one dają pocieszenie i pomagają widzieć naszą sytuację z Bożej perspektywy.
Potrzebujemy czegoś znacznie więcej niż niesprawdzonych teorii. Dlatego właśnie w tym artykule posłużę się spostrzeżeniami i refleksjami osób, które doświadczały różnorodnych fizycznych i emocjonalnych cierpień. Będę się modlił, żeby twoja wiara w Boga była silna nawet wtedy, gdy ci się wydaje, że twój świat zaczyna się rozpadać.
Gdzie w tym pełnym bólu i zmagań świecie jest Bóg? Jeśli on jest dobry i współczujący, dlaczego życie jest często tak tragiczne? Czy Bóg stracił nad nim władzę? A jeśli jej nie stracił, to co On w ten sposób próbuje ze mną oraz innymi robić?
Niektórzy postanowili zakwestionować istnienie Boga, bo nie potrafią sobie wyobrazić, że mógłby On pozwolić na cały ten ogrom nieszczęść i zła. Niektórzy wierzą w Boże istnienie, ale nie chcą z Nim mieć nic do czynienia, ponieważ uważają, że nie jest On Bogiem dobrym i miłosiernym. Jeszcze inni wymyślili sobie bardzo sympatycznego i dobrotliwego Boga, który jednak utracił kontrolę nad zbuntowaną planetą. Są jednak i tacy, którzy trzymają się wiary w Boga wszechwiedzącego, wszechmogącego i kochającego, który niekiedy zezwala na zło, by ostatecznie obróciło się ono w dobro.
Czytając Biblię zauważamy, że kreśli ona obraz Boga jako tego który może uczynić wszystko na co się tylko zdecyduje. Nieraz okazywał miłosierdzie i czynił cuda na rzecz swojego ludu. Były też sytuacje w których Bóg postanawiał nie robić nic dla przeciwdziałania jakiejś tragedii. Przywykliśmy do myślenia, że On powinien angażować się w nasze problemy, a tymczasem wydaje się nam, że pozostaje głuchy na nasze wołania o pomoc. Biblia mówi, że On ma władze nad wszystkim co się dzieje, ale czasami pozwala abyśmy stali się celem ataku złych ludzi lub ofiarami niekorzystnych genów, niebezpiecznych wirusów czy klęsk żywiołowych.
Myślę, że większość chrześcijan potrzebuje jakoś sobie uporządkować znane odpowiedzi na skomplikowaną kwestię cierpienia. Wierzę, że Bóg dał nam do dyspozycji wystarczająco dużo kawałków układanki, abyśmy mogli Mu ufać nawet wtedy, gdy nie mamy całej wiedzy jakiej potrzebujemy. W tym artykule chcę dać do zrozumienia, że podstawowe biblijne odpowiedzi mówią, że nasz Bóg dopuszcza cierpienia, aby wyczulić nas na problem grzechu, zachęcić do zwracania się do Niego z wiarą i nadzieją, kształtować nas na podobieństwo Jezusa oraz jednoczyć nas, abyśmy byli sobie nawzajem bardziej pomocni.
Wyobraźmy sobie świat bez bólu. Jaki by on był? W pierwszym skojarzeniu taka idea wygląda wspaniale. Koniec z dokuczliwymi bólami głowy, gardła, pleców, żołądka czy powstałymi po uderzeniu się młotkiem w palec. W tym stanie jednak nie było by sygnałów ostrzegawczych, że np. mamy złamaną kość czy zerwane ścięgno. Nic nie wskazywało by na fakt, że wrzód żłobi dziurę w naszym żołądku. Nie odczuwalibyśmy żadnych dolegliwości nawet mając w sobie złośliwy nowotwór. Nie było by ostrego kucia w mostku świadczącego o zapchaniu naszych arterii płytkami cholesterolu. Nic nie sugerowało by, że właśnie rozerwał się nam wyrostek robaczkowy.
Mimo, że nie znosimy bólu, to powinniśmy przyznać, że często służy on dobrym celom. Ostrzega nas, że dzieje się coś złego. Rzeczywistym problemem jest raczej nie sama męczarnia, ale jej przyczyna. Ból jest tylko symptomem wysyłającym sygnał alarmowy, gdy jakaś część naszego organizmu jest zagrożona lub zaatakowana przez chorobotwórczy czynnik.
Ból może być Bożym sposobem wskazania nam na to że:
1. Coś złego dzieje się w świecie.
2. Coś złego dzieje się Bożym stworzeniem.
3. Coś złego dzieje się ze mną lub z tobą.
Każdy z tych problemów może być powodem cierpienia w naszym życiu. Przyjrzyjmy się prawdopodobnej diagnozie.
1. Coś złego dzieje się ze światem. Żałosny stan naszej planety świadczy o tym, że zaszły tu jakieś bardzo złe rzeczy. Doświadczane przez nas cierpienia i zmartwienia wyczuwane u innych wskazują, że ciężkie próby dotyczą w równym stopniu wszystkich ludzi i to bez względu na rasę, pozycję społeczną, religię czy nawet moralność.
Może ono wyglądać na okrutne, przypadkowe, bezsensowne, groteskowe i jakby zupełnie wymknęło się spod kontroli. Złe rzeczy przydarzają się ludziom próbującym być dobrymi i rzeczy dobre spotykają tych, którzy znajdują przyjemność w byciu złymi.
Z pozoru niesprawiedliwe cierpienie dotknęło kiedyś każdego z nas. Pamiętam jak moja babcia umierała na raka. Dziadkowie u nas zamieszkali. Moja mama - dyplomowana pielęgniarka - opiekowała się nią w ostatnich miesiącach jej życia. Zaczęła jej podawać środki przeciwbólowe. Dziadek rozpaczliwie pragnął dla niej uzdrowienia. Nadszedł jednak dzień kiedy nadjechał karawan i zabrał jej wątłe, wyniszczone ciało. Wiedziałem, że jest w Niebie, ale mimo wszystko odczuwałem ból po jej stracie. Znienawidziłem wtedy raka i nadal go nienawidzę.
Gdy myślę o wszystkich cierpieniach, których doświadczyli członkowie mojej rodziny, przyjaciele, współpracownicy i zborownicy, to z trudem przychodzi mi uwierzyć, że jest ich aż tak długa lista. Ona jednak nie jest jeszcze zamknięta. Jakże często ci ludzie przeżywali nieszczęścia mimo, że nic nie wskazywało, iż ponoszą za to jakąkolwiek winę. Wypadek, defekt genetyczny, wada powstała w życiu płodowym, poronienie, wykorzystywanie przez któregoś z rodziców, chroniczne bóle, zbuntowane dziecko, ciężka choroba, śmierć współmałżonka lub dziecka, zerwana relacja uczuciowa czy klęska żywiołowa. Niektóre z tych rzeczy mogą się wydawać niesprawiedliwe. Niekiedy odczuwam pokusę, by poddać się frustracji.
Jak sobie w takich sytuacjach radzić? Jak żyć w konfrontacji z przykrymi realiami i nie zaprzeczać faktom ani nie ulegać rozpaczy? Czy Bóg nie był w stanie stworzyć świata w którym nic nie mogłoby zawieść, pogorszyć się czy zdegenerować? Czy nie mógł powołać do życia takich ludzi, którzy nie umieli by dokonywać złych wyborów czy robić krzywdy innym? Czy nie udało by Mu się wykreować świata, gdzie nigdy nie pojawiły by się komary, chwasty i nowotwory? Na wszystkie te pytania jest jedna odpowiedź - On mógł, ale tego nie zrobił.
Wielki dar ludzkiej wolności jaki od Boga otrzymaliśmy, a więc możliwość samodzielnego decydowania, pociąga za sobą ryzyko dokonywania niewłaściwych wyborów.
Gdybyś mógł wybrać czy być samodzielnie myślącym stworzeniem w świecie, gdzie niewłaściwe wybory powodują cierpienia, czy robotem w świecie gdzie cierpienia nie mają miejsca, na co byś się zdecydował? Które z tych dwóch rodzajów stworzeń może przynieść Bogu więcej chwały? Które może go bardziej kochać?
Bóg mógł nas stworzyć jako śliczne, zasilane baterią lalki, które po przytuleniu ich do naszej piersi mówią: "Kocham Cię!". On jednak miał odmienne plany. Podjął ryzyko stworzenia istot zdolnych do czegoś nie do pomyślenia - buntu przeciw swojemu Stwórcy.
Co wydarzyło się w Raju? Pokusa, niewłaściwe wybory i ich tragiczne konsekwencje zniszczyły harmonię egzystencji Adama i Ewy. I Księga Mojżeszowa drugi i trzeci rozdział dość szczegółowo opisują jak Szatan poddawał sprawdzianowi ich miłość do Boga - jego wynik był dla nich negatywny. W biblijnym zrozumieniu ich porażka nazywa się grzechem. Tak jak wirus HIV zaraża organizm i pokonując jego układ odpornościowy prowadzi do śmierci, tak również i grzech jak śmiertelnie niebezpieczna infekcja przenosi się z pokolenia na pokolenie. Każda kolejna generacja przejmuje skutki grzechu oraz skłonność do niego (Rzym. 1:18-32; 5:12, 15, 18).
Pojawienie się grzechu na świecie miało nie tylko rujnujący wpływ na naturę człowieka, ale grzech sprowadził też na rodzaj ludzki nieuchronne Boże wyroki. I Mojżeszowa trzeci rozdział mówi o tym, jak fizyczna i duchowa śmierć stała się elementem ludzkiego istnienia (wersety 3 i 19), rodzeniu dzieci zaczął towarzyszyć ból (werset 16), dotknięta przekleństwem gleba zaczęła wydawać chwasty czyniąc ludzką pracę bardzo ciężką (werset 17-19) oraz o tym jak i Adam i Ewa zostali usunięci z tego szczególnego Ogrodu w którym pozostawali z Bogiem w niezwykle bliskiej relacji (wersety 23-24).
W Nowym Testamencie, apostoł Paweł napisał, że całe Boże stworzenie jęczy i z niecierpliwością wyczekuje czasu, kiedy będzie uwolnione od przekleństwa rozkładu i degeneracji, a skutki grzechu zupełnie już zanikną (Rzym. 8:19-22).
Choroby, klęski i zepsucie to przejawy pewnego głębszego problemu, a mianowicie tego, że rodzaj ludzki wypowiedział posłuszeństwo swojemu Stworzycielowi. Każdy smutek, żal i tragedia to wyraźne następstwa stanu w jakim jest ludzkość. Niczym olbrzymi neon, przepełniona cierpieniem rzeczywistość wykrzykuje wiadomość, że świat nie jest taki jakim stworzył go Bóg.
A więc pierwszym i najbardziej podstawowym wyjaśnieniem problemu obecności cierpienia jest to, że stanowi ono bezpośredni rezultat pojawienia się na świecie grzechu. Ból sygnalizuje nam, że naszą planetę toczy pewna duchowa choroba. Nasze kłopoty to często po prostu uboczne efekty życia w upadłym świecie, a nie coś do czego osobiście się przyczyniliśmy.
2. Coś złego dzieje się z Bożym stworzeniem. Możemy być celem bezlitosnych ataków ze strony innych ludzi albo zbuntowanej armii Szatana. Zarówno podli ludzie jak i upadłe byty duchowe (aniołowie nieposłuszni Bogu) podejmują decyzje, które przynoszą szkodę innym oraz im samym.
3. Cierpienie bywa powodowane przez ludzi. Jako wolne ( i skażone grzechem) stworzenia, ludzie dokonywali i będą dokonywać wielu złych wyborów. Te wybory mają często negatywny wpływ na życie innych ludzi. Oto przykłady z Biblii: syn Adama Kain postanowił zabić swojego brata Abla (I Mojż. 4:7-8), Lamech szczycił się swoim okrucieństwem (werset 23-24). Sara pastwiła się nad Hagar (I Mojż. 16:1-6). Laban nieuczciwie wyzyskiwał swojego bratanka Jakuba (I Mojż. 29:15-30). Bracia Józefa sprzedali go jako niewolnika (I Mojż. 37:12-36) a żona Potyfara fałszywie oskarżyła go o próbę zgwałcenia doprowadzając do jego uwięzienia (I Mojż. 39). Faraon bezwzględnie obchodził się z żydowskimi niewolnikami (II Mojż. 1). Król Herod kazał pozbawić życia wszystkie niemowlęta płci męskiej w Betlejem, ponieważ chciał zabić Jezusa, lecz nie wiedział gdzie Go znaleźć (Mat. 2:16-18).
Krzywda jaką wyrządzają nam ludzie może wynikać z ich egoizmu. Bywa i tak, że stajemy się ofiarą prześladowań z powodu naszej wiary w Chrystusa. W całej znanej nam historii świata, ludzie stojący po stronie Boga doznawali cierpień ze strony tych, którzy przeciwko Niemu występowali.
Przed swoim nawróceniem Paweł był fanatycznym wrogiem chrześcijan i robił wszystko co w jego mocy by ich tępić. Dokonywał ich aresztowań i wydawał władzom, które nieraz skazywały ich na śmierć (Dzieje Ap. 7:54-8:3). Ale po swoim dramatycznym nawróceniu do Jezusa, odważnie głosił poselstwo o zbawieniu dzielnie znosząc wszelkie prześladowania (II Kor. 4:7-12; 6:1-10). Potrafił nawet powiedzieć, że cierpienia jakich doświadczył pomogły mu bardziej upodobnić się do Jezusa (Filipian 3:10).
Cierpienie bywa spowodowane przez Szatana oraz demony. Historia Joba to dobitny przykład tego jak prawy człowiek może zostać dotknięty niewyobrażalną wprost tragedią za sprawą ataku Szatana. Bóg pozwolił, by Książę Ciemności odebrał Jobowi nie tylko jego majątek i zdrowie, ale również życie najbliższych mu osób (Job rozdz. 1 i 2). Już choćby pisząc te ostatnie zdanie czuję nieprzyjemny dreszcz. Z sobie tylko znanych powodów Bóg dopuścił by Szatan dosłownie i w przenośni zniszczył życie Joba. Być może w naturalny sposób staramy się porównywać Boże zachowanie do tego, co robi ojciec proszący swojego agresywnego sąsiada-awanturnika by ten pobił jego dzieci, aby przekonać się czy mimo wszystko będą "Tatusia" kochać. Jednak gdy mówimy o naszym mądrym i kochającym Bogu taka ocena nie może być ani słuszna ani sprawiedliwa. Job się o tym w pełni przekonał.
W przeciwieństwie do Joba wiemy, że jego życie miało się stać modelowym przykładem dla innych, świadectwem wiarygodności i słowności Boga. Jego historia dowodzi, że można ufać Bogu i zachować wewnętrzną równowagę i pokój nawet wtedy, gdy życie zamienia się w ruinę (bez względu na powód), ponieważ On na to zaufanie całkowicie zasługuje. Job w końcu zrozumiał, że nawet jeśli nie rozumie Bożych zamysłów co do swego życia, to ma wiele powodów by wierzyć, że Bóg nie jest ani niesprawiedliwy ani nieczuły na ludzką krzywdę (Job 42).
Apostoł Paweł doświadczał pewnego problemu w sferze fizycznej (choroby lub przykrego defektu), którego pochodzenie przypisywał Szatanowi. Przypadłość tę określił następująco: "wbity został cierń w ciało moje, jakby posłaniec szatana, by mnie policzkował" (II Kor. 12:7). Paweł modlił się o uwolnienie od tego problemu, ale Bóg nie spełnił jego prośby. Zamiast tego Pan pomógł mu zrozumieć, że to upośledzenie ma służyć dobrej sprawie. To sprawiło, że Paweł w pokorze uznał swoją całkowitą zależność od Boga i umożliwiło mu doświadczanie jego łaski (wersety 8-10).
Mimo, że większości przypadków chorób nie można bezpośrednio łączyć z działaniem Szatana, to jednak Biblia podaje kilka przykładów cierpień, których pochodzenie się mu przypisuje. Wśród nich Pismo wymienia głuchoniemego (Mat. 12:22) oraz uważanego za epileptyka opętanego chłopca (Mat. 17:14-18).
3. Coś złego dzieje się ze mną. Gdy w życiu się nam nie układa, bardzo często stawiamy tezę, ze Bóg chłoszcze nas za jakiś popełniony przez nas grzech. To nie musi być prawdą. Jak już wspominaliśmy wiele cierpienia bierze się stąd, że żyjemy w zepsutym świecie zamieszkanym przez zepsutych ludzi i chcące naszego zniszczenia byty duchowe (Szatana i jego demony).
Przyjaciele Joba mylnie przypuszczali, że cierpi z powodu grzechu w jego życiu (Job 4:7,8; 8:1-6; 22:4,5; 36:17). Uczniowie Jezusa wyciągnęli niewłaściwe wnioski co do niewidomego, którego On uzdrowił. Zastanawiali się czy ta ślepota była spowodowana jego własnym grzechem czy też przewinieniami jego przodków (Jan 9:1, 2). Jezus powiedział im, że problem tego człowieka miał zupełnie inną przyczynę (werset 3).
Zachowując więc ostrożność w ocenach powinniśmy uznać trudną do przyjęcia prawdę, że niektóre cierpienia są bezpośrednią konsekwencją grzechu. W tym stanie rzeczy pełnią one rolę Bożego upomnienia służącego poprawie tych których Bóg kocha albo kary dla tych, którzy się przeciw Niemu zbuntowali.
Upomnienie służące poprawie. Jeśli pokładamy naszą ufność w Jezusie Chrystusie jako naszym Zbawicielu, to znaczy, że jesteśmy Bożymi dziećmi. Jako głowa tej duchowej rodziny Bóg przewodzi nam, uczy nas jak żyć i poucza, gdy postępujemy niewłaściwie. On nie jest wynaturzonym, sadystycznym rodzicem, który czerpie chorobliwą przyjemność ze znęcania się.
W liście do Hebrajczyków 12:5, 6, 9 i 10 czytamy: "Synu mój, nie lekceważ karania Pańskiego, ani nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo Pan miłuje , tego karze i chłoszcze każdego, którego przyjmuje. Ponadto, szanowaliśmy naszych ojców według ciała, chociaż nas karali; czy nie daleko więcej winniśmy poddać się Ojcu duchów, aby żyć? Tamci bowiem karcili nas według swego uznania na krótki czas, ten zaś czyni to dla naszego dobra, abyśmy mogli uczestniczyć w Jego świętości".
Z kolei do zboru w Laodycei Jezus powie tak: "Wszystkich, których miłuję karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się" (Obj. Jana 3:19).
Król Dawid dobrze wiedział co to znaczy doświadczyć surowej a jednocześnie wspaniałej Bożej miłości. Popełniwszy cudzołóstwo z Batszebą i zrealizowawszy plan uśmiercenia jej męża, Dawid nie pokutował. Do ukorzenia się przed Bogiem skłoniło go dopiero potępienie jego czynów przez proroka Natana. Psalm 51 opisuje walkę Dawida z poczuciem winy i jego wołanie o przebaczenie. W innym z psalmów, o skutkach ukrywania i lekceważenia grzechu Dawid pisze tak: "Gdy milczałem, schły kości moje. Od błagalnego wołania przez cały dzień. Bo we dnie i w nocy ciążyła na mnie ręka twoja" (Psalm 32:3, 4)
W I Koryntian 11:27-32, apostoł Paweł ostrzega wierzących przed lekkim traktowaniem spraw związanych z Panem - przyjmowanie Wieczerzy bez poważnego do niej stosunku może sprowadzić na człowieka bolesną lekcję od Boga. Paweł wyjaśniał, że takie wychowawcze karanie Pan stosuje celowo. W wierszu 32 apostoł powiada: "Gdy zaś jesteśmy sądzeni przez Pana, znaczy to, że nas wychowuje, abyśmy wraz ze światem nie zostali potępieni".
Większość z nas pojmuje zasadę, iż dla celów wychowawczych Bóg karze tych których kocha. Od kochającego Ojca można przecież oczekiwać, że będzie nas upominał i wzywał do nieustannego posłuszeństwa.
Boże karanie. Bóg ma też do czynienia z ludźmi, którzy nie wierzą jego Słowu i z całą perfidią trwają w czynieniu zła. Ten kto nie chce przyjąć Bożego daru zbawienia może się spodziewać, że w dzień Sądu Ostatecznego przekona się co to znaczy Boży gniew i że jeszcze tu na ziemi mogą go spotkać bardzo bolesne konsekwencje jego decyzji.
Bóg sprowadził na ziemię potop, by unicestwić zepsutą ludzkość (I Mojż. 6). Zniszczył kataklizmami Sodomę i Gomorę (I Mojż. 18, 19). Zesłał plagi na Egipt (II Mojż. 7-12). Rozkazał Izraelowi wyciąć w pień pogan zamieszkujących Ziemię Obiecaną (II Mojż. 7:1-3). Poraził nagłą śmiercią pełnego pychy króla Heroda (Dzieje Ap. 12:19:23). W mającym nadejść Sądzie Ostatecznym, Bóg wymierzy doskonałą i bezbłędną sprawiedliwość tym, którzy odrzucają Jego miłość i władzę (II Piotra 2:4-9).
Żyjąc tu na ziemi widzimy wiele zła i niegodziwości. Dla sobie tylko znanych, ale nieodmiennie słusznych powodów, Bóg postanowił odłożyć w czasie wylanie swego gniewu. Asaf w swych psalmach występuje przeciwko spotykanej w życiu niesprawiedliwości. Pisze o ludziach złych , których podłe czyny uchodziły im płazem, a do tego jeszcze dobrze im się wiodło, podczas, gdy ludzie bogobojni i uczciwi doświadczali wielu problemów (Psalm 73). W sprawie powodzenia ludzi złych powiedział tak: "Chciałem to tedy zrozumieć, lecz niezwykle trudne mi się to wydało. Dopóki nie dotarłem do tajemnic Bożych i nie zrozumiałem kresu ich" (wersety 16, 17). Pojąwszy, że Bóg jest suwerennym Panem wszechświata, Asaf mógł wreszcie spojrzeć na życie z właściwej perspektywy
Kiedy zmagamy się ze świadomością, że ludzie źli często bezkarnie popełniają przeróżne zbrodnie, to powinniśmy pamiętać, że "Pan okazuje cierpliwość względem nas, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz aby wszyscy się upamiętali" (II Piotra 3:9).
Z całą pewnością Bóg posługuje się niekiedy cierpieniem, aby wyczulić nas na pewne istotne problemy. Ono uruchamia alarm informujący, że coś niewłaściwego dzieje się ze światem, ludzkością jako taką czy z tobą lub ze mną. Bóg jednak nie tylko sygnalizuje problemy, ale też używa ich po to, aby zachęcić nas do szukania rozwiązań - w Nim.
Cierpienie wskazujące kierunek. Niektórzy odwracają się od Boga, gdyż obwiniają go za cierpienie. Spotykamy też ludzi, którzy są za nie wdzięczni, bo widzą, że nadało ono ich życiu właściwy kierunek, pomogło lepiej rozumieć rzeczywistość i wzmocniło ich więź z Bogiem. Jak podobne do siebie okoliczności mogą mieć tak radykalnie inny wpływ na różnych ludzi? Przyczyna leży w ludziach, a nie w wydarzeniach.
Pewna znana postać ze świata mediów określiła kiedyś chrześcijaństwo jak "religię dla przegranych". Człowiek ten był jednak kiedyś innego zdania. W młodości miał wiele do czynienia z Biblią, chodził nawet do chrześcijańskiej "zerówki". Żartując na temat indoktrynacji jakiej był poddawany powiedział: "Myślę, że nawracałem się siedem czy nawet osiem razy". Później wszakże jedno bolesne doświadczenie zmieniło jego spojrzenie na życie i Boga. Jego młodsza siostra ciężko zachorowała. Modlił się o jej uzdrowienie, ale mimo to po pięciu latach cierpień dziewczyna zmarła. Rozczarował się do Boga, który dopuścił by do tego doszło. Powiedział coś takiego: "Zacząłem tracić wiarę i im bardziej ją traciłem tym lepiej się czułem".
Co różni takiego człowieka od na przykład Joni Eareckson Tada? W książce pt.: "Gdzie jest Bóg gdy cierpimy?" ("Where Is God When It Hurts"), Philip Yancey opisuje stopniowe przemiany jakie zachodziły w postawie Joni w ciągu kilku lat po tym, jak doznała paraliżu skacząc "na główkę" do wody.
"Na początku Joni stwierdziła, że nie da się pogodzić stanu w którym się znalazła z jej wiarą w kochającego Boga ... Jej ponowne zwrócenie się ku Niemu było powolnym, stopniowym procesem. Przejście w jej postawie ze zgorzknienia do zaufania wymagało ponad trzech lat łez i zadawania rozpaczliwych pytań" (str. 133, 134).
Punktem zwrotnym tych zmagań był pewien wieczór, gdy jej przyjaciółka Cindy powiedziała: "Joni, nie tylko ty w ten sposób cierpisz. Jezus wie co czujesz, bo kiedyś też był sparaliżowany". Następnie opisała sposób w jaki Jezus był przymocowany do krzyża i że takie przybicie gwoździami wywołało u Niego paraliż.
Philip Yancey kontynuuje: "Ta myśl zaintrygowała Joni i na moment oderwała jej uwagę od własnego cierpienia. Nigdy przedtem nie sądziła, że wcielony Bóg mógł odczuwać tak samo rwące bóle jak te, które teraz dręczyły jej ciało. Świadomość tego faktu okazała się dla niej niezwykle kojąca" (str. 134).
Zamiast nadal dociekać rzeczywistych przyczyn wypadku, Joni została zmuszona do większego polegania na Bogu i patrzenia na życie z szerszej perspektywy.
"Tak, Joni walczyła z Bogiem, ale nigdy od Niego się nie odwróciła ... Teraz nazywa swój wypadek 'cudownym intruzem' i uważa, że było to najlepsze co jej się mogło kiedykolwiek zdarzyć. Bóg użył tej sytuacji, by zwrócić na siebie jej uwagę i skupić na sobie jej myśli" (str. 137, 138).
Zasadę zgodnie z którą cierpienie może rodzić zdrową zależność od Boga głosi również apostoł Paweł w Liście do Koryntian:
"Nie chcemy bowiem, abyście nie wiedzieli, bracia, o utrapieniu naszym, jakie nas spotkało w Azji, iż ponad miarę i ponad siły nasze byliśmy obciążeni tak, że nieomal zwątpiliśmy o życiu naszym. Doprawdy, byliśmy już całkowicie pewni tego, że śmierć nasza jest postanowiona, abyśmy nie na sobie samych polegali, ale na Bogu, który wzbudza umarłych" (II Kor. 1:8, 9).
Taką samą postawę Paweł wykazuje w sposobie komentowania swojego "ciernia w ciele". Pan mu powiedział: "Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości" (II Kor. 12:9). A Paweł uzupełnił to tak: "Dlatego ma upodobanie w słabościach, zniewagach, potrzebach, prześladowaniach, w uciskach dla Chrystusa; albowiem kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny" (wiersz 10).
Cierpienie jest w stanie nam pokazać jak niewystarczające są nasze własne możliwości. Ono zmusza do zrewidowania priorytetów, wartości, celów, marzeń, tego co uważamy za źródło prawdziwej siły oraz naszych relacji z ludźmi i Bogiem. Jeśli się od Niego nie odwrócimy, cierpienie zwróci naszą uwagę na duchowe aspekty rzeczywistości.
Cierpienie skłania nas do oceny kierunku w jakim zmierza nasze życie. Możemy wybrać rozpacz koncentrując się na obecnych problemach albo sięgnąć po nadzieję uznając Boży plan dla naszego życia (Rzym. 5:5; 8:18, 28; Hebr. 11).
Spośród wszystkich fragmentów Biblii, w Hebrajczyków 11 znajduję dla siebie najbardziej wyraźne zapewnienie o tym, że niezależnie od tego czy moja sytuacja jest piękna czy żałosna powinienem wierzyć w Bożą mądrość, moc oraz wszechwładzę. Bez względu na to co się dzieje, mamy wystarczający powód by Mu ufać - tak jak biblijni bohaterowie których tak niesamowicie używał w dawnych czasach.
Hebrajczyków 11 przypomina nam postać Noego, który spędził 120 lat czekając na spełnienie Bożej zapowiedzi zesłania na ziemię potopu (I Mojż. 6:3). Abraham czekał wiele męczących lat zanim w końcu urodził się mu obiecany przez Pana syn. Józef został sprzedany do niewoli i niesprawiedliwie uwięziony, ale w końcu przekonał się jak Bóg to zło użył do dobrych celów (I Mojż. 50:20). Mojżesz czekał do osiemdziesiątego roku życia, aby Bóg mógł go użyć do uwolnienia Żydów z Egiptu. Nawet po wyprowadzeniu ich z niewoli nie skończyły się jego trudności - przewodzenie tym małowiernym ludziom okazało się być prawdziwą walką (II Mojżeszowa).
List do Hebrajczyków wymienia takie postacie jak Gedeon, Samson, Dawid i Samuel, którzy żyjąc dla Pana doświadczali wspaniałych zwycięstw. Jednak w połowie wiersza 35 nastrój się nagle zmienia. Zaczynamy czytać o ludziach dotkniętych strasznymi cierpieniami, z których wielu umiera nie wiedząc dlaczego Bóg dopuścił do ich tragedii. Osoby te były torturowane, wykpiwane, chłostane, kamienowane, ćwiartowane, zasztyletowane, maltretowane i skazywane na los wyrzutków społecznych lub wygnańców (35-38). Ze swej szerokiej boskiej perspektywy, Pan zaplanował, że ich wierność w cierpieniach zostanie nagrodzona dopiero w życiu wiecznym (wersety 39 i 40).
Cierpienie zmusza nas do patrzenia głębiej niż tylko na okoliczności będące źródłem naszej udręki. Odczuwamy wtedy potrzebę zadawania pytań o podstawowym dla nas znaczeniu: "Dlaczego tu jestem?" czy "Jaki jest cel mojego życia?". Poprzez szukanie odpowiedzi na te pytania u Boga o jakim mówi Biblia będziemy w stanie osiągnąć potrzebną dla wytrwania równowagę nawet w najgorszych przeciwnościach. Będzie tak dlatego, ponieważ wiemy, że doczesne życie na ziemi nie jest wszystkim co nas czeka. Jeśli uświadomimy sobie, że za całą historią ludzkości stoi suwerenny Bóg i splata jej wątki w piękny, mający Mu kiedyś przynieść chwałę kobierzec, to spojrzymy na trudne sytuacje z lepszej perspektywy.
W Rzymian 8:18 Paweł napisał: "Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić". Apostoł nie traktował naszych problemów lekko, ale chciał dać wierzącym do zrozumienia, żeby na swoje doczesne sprawy patrzeli w świetle wieczności, a więc myśląc jej kategoriami. Spotykające nas przeciwności bywają ciężkie, a nawet rujnujące. Paweł mówi, że w porównaniu z niewyobrażalną chwałą, która czeka ludzi kochających Boga, nawet najciemniejsze i najtragiczniejsze okoliczności ich życia zupełnie zbledną i stracą dla nich znaczenie.
Powinniśmy wymienić jeszcze jeden przykład, prawdopodobnie najważniejszy ze wszystkich. Dzień w którym Chrystus zawisł na krzyżu jest nazywany Wielkim Piątkiem. Ten wielki dzień był dla naszego Zbawiciela wypełniony straszliwym bólem i agonią. Wtedy Jezus poczuł się naprawdę samotnym. Był to dzień, kiedy wydawało się, że Bóg jest nieobecny i milczący i wszystko wskazywało na to, że zło zwycięża, a nadzieje będę pogrzebane. Później jednak przyszła niedziela. Jezus wstał z grobu. To niesamowite zdarzenie postawiło tamten piątek w zupełnie innym świetle. Zmartwychwstanie nadało zupełnie nowe znaczenie temu co wydarzyło się na krzyżu. Okazało się, że nie był to czas porażki, lecz triumfu.
My również możemy patrzeć przed siebie. Możemy przetrwać nasze posępne "piątki" i spojrzeć na nie jako dni dobre, ponieważ w niedziele mamy okazje służyć Bogu wśród Jego dzieci.
Kiedy nacierają przeciwności, a dochodzi do tego wcześniej czy później, pamiętajmy, że Bóg używa takich sytuacji, by zwrócić na siebie naszą uwagę i dać nam szersze spojrzenie na życie. Wzywa nas wtedy do zaufania Mu, nie porzucania nadziei i oczekiwania na Jego działanie.
Cierpienie dla kształtowania. Trenerzy sportowi lubią mawiać, że bez bólu nie ma wyników. Gdy byłem w szkole średniej oni nieustannie przypominali nam, że ciężkie treningi zaczną przynosić owoce, kiedy w końcu staniemy do rywalizacji. Mieli rację. Nie zawsze zwyciężaliśmy, ale nasz ustawiczny wysiłek dał oczywiste korzyści.
W tamtych latach dowiedziałem się wiele o sobie. Nawet teraz narzucam sobie dyscyplinę i codziennie biegam. Nie chodzi mi o bolesne ćwiczenia rozciągające, skrajne forsowanie organizmu ani o to, by przestać czuć zmęczenie biegnąc pod górę. Dlaczego więc to robię? Korzyść jest warta wysiłku - moje ciśnienie krwi oraz tętno utrzymują się w normie, brzuch mi nie rośnie oraz czuję się zdrowszy i bardziej świadomy.
Mozolne ćwiczenia dają ewidentne korzyści, ale co z cierpieniami, które przyszły nie z naszej woli? Co z chorobami, skutkami wypadków i załamaniami psychicznymi? Jakie dobrodziejstwa mogą z nich wynikać? Czy ich końcowy rezultat rzeczywiście jest wart tego całego bólu?
Przyjrzyjmy się co na ten temat ma do powiedzenia człowiek, który nie mało wycierpiał. W Rzymian 5:3-4, apostoł Paweł napisał: "...chlubimy się też z ucisków, wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość. A cierpliwość doświadczenie, doświadczenie zaś nadzieję".
Paweł stwierdził, że chlubimy się z powodu ucisków. Dlaczego on uważał, że można cieszyć się lub być zadowolonym z tego, że przeżywa się jakieś tragedie? Z pewnością nie chodziło mu o to, abyśmy świętowali nasze problemy. Apostoł chciał, żeby cieszyć się z tego co Bóg może zrobić i zrobi dla nas oraz Jego chwały poprzez próby jakim nas poddaje. Wypowiedź Pawła zachęca nas do uczczenia efektu końcowego, a nie samego bolesnego procesu jego osiągania. Jemu nie chodziło o czerpanie jakiejś patologicznej radości z faktu śmierci, z nowotworu, deformacji, finansowej katastrofy, utraconej relacji czy tragicznych skutków jakiegoś wypadku. Wszystkie te rzeczy są bardzo przykre i stanowią posępne przypomnienie, że żyjemy w świecie dotkniętym przekleństwem konsekwencji grzechu.
O tym, że będziemy się cieszyć z końcowych efektów naszych problemów pisze również apostoł Jakub. Oto jego słowa: "Poczytujcie to sobie za najwyższą radość bracia moi, gdy rozmaite próby przechodzicie. Wiedząc, że doświadczenie wiary waszej sprawia wytrwałość. Wytrwałość zaś niech prowadzi do dzieła doskonałego, abyście byli doskonali i nienaganni, nie mający żadnych braków" (List Jakuba 1:2-4).
Łącząc prawdy zawarte w tych dwóch fragmentach, możemy zauważyć jak dobrymi i chwalebnymi produktami cierpienia są wytrwałość, dojrzałość charakteru oraz nadzieja. Bóg może używać trudności naszego życia, by posuwać do przodu dojrzewanie naszej wiary i czynić nas bardziej Mu oddanymi oraz podobnymi do Chrystusa.
Kiedy zawierzamy Chrystusowi jako Zbawicielowi, Pan nie dokonuje w nas natychmiastowej metamorfozy w wyniku której stajemy się doskonali. To co On czyni to darowanie nam kary za grzech i postawienie nas na drodze do Nieba. Życie staje się wtedy czasem kształtowania charakteru, bo dowiadujemy się coraz więcej o Bogu i sposobach sprawiania Mu radości. Cierpienia dają nam możliwość głębszej refleksji nad różnymi kwestiami życia. Zastanawiając się nad nimi nabieramy duchowej tężyzny i coraz bardziej dojrzewamy.
O procesie naszego życiowego kształtowania pewien kaznodzieja powiedział kiedyś tak: "Największe kazania jakie kiedykolwiek słyszałem nie były wygłaszane zza ambony, ale z łóżek ludzi ciężko chorych. Najwspanialsze i najgłębsze prawdy Bożego Słowa często były odkrywane nie przez tych którzy zwiastowali w oparciu o swoje wykształcenie w seminarium teologicznym, ale przez te pokorne dusze które zaliczyły swoiste seminarium cierpień i dzięki swoim ciężkim doświadczeniom poznały niesłychane Boże działanie.
Najbardziej radośni ludzie jakich spotkałem, poza kilkoma wyjątkami, to ci którzy zaznali mało życiowego powodzenia, a najwięcej bólu i cierpienia. Najbardziej wdzięczni z jakimi się zetknąłem, to nie ci którzy jeździli po świecie i spełniali swoje najprzeróżniejsze marzenia, ale ci którzy z powodu okoliczności prawie nie opuszczali swoich domów i często byli przykuci do łóżek. To wśród nich przeważali ci, którzy nauczyli się polegać na Bogu, gdyż właśnie tacy chrześcijanie najlepiej się na tym znają. Zauważyłem, że hipochondrycy to z reguły osoby cieszące się świetnym zdrowiem. Lubiący narzekać, to zazwyczaj ludzie, którzy mają najmniej powodów do utyskiwań. Jednak ci, którzy okazują największą radość i wdzięczność, to te kobiety oraz ci mężczyźni których życie ciężko doświadczyło. To ci niepozorni, mało efektowni święci, głoszący swe życiowe przesłanie z wysokości łóżek na które skazała ich choroba. Oni właśnie działają na moje serce najbardziej odświeżająco.
Jak reagujemy na życiowe przeciwności? Czy stajemy się lepsi czy bardziej zgorzkniali? Czy urośliśmy w wierze czy zraziliśmy się do Boga? Czy za sprawą cierpień staliśmy się bardziej podobni do Chrystusa pod względem charakteru? Czy pozwoliliśmy im kształtować nas i dostosować do wzorca jaki jest Boży Syn?
Co to znaczy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi którzy go miłują? Fragmentem Biblii najczęściej cytowanym w czasie cierpienia jest chyba rzymian 8:28. Oto co on mówi: "A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani". Ten werset często jest źle pojmowany i prawdopodobnie nadużywany, ale zawarta w nim prawda może dać wiele ulgi i pocieszenia.
Kontekst Rzymian 8 podkreśla to co Bóg dla nas robi. Mieszkający w nas Duch Święty daje nam duchowe życie (werset 9), daje pewność, że jesteśmy Bożymi dziećmi (werset 16) i pomaga nam się modlić w czasie, gdy czujemy się słabi (wersety 26-27). Rzymian 8 pozwala patrzeć na nasze cierpienia szerszej, bo z perspektywy Bożego planu odkupienia ludzkości (werset 18-26). Wersety od 28 do 39 zapewniają nas o Bożej miłości i o tym, że nikt ani nic nigdy nie jest w stanie powstrzymać Boga od czynienia tego co zamierzył ani oddzielić nas od Jego miłości.
Werset 28 właściwie odczytywany w kontekście całego Rzymian 8 daje nam gwarancję, że Bóg działa na rzecz tych, którzy zawierzyli Jego Synowi jako Zbawicielowi. Nie ma tu obietnicy, że zrozumiemy sens wszystkich przykrych przeżyć albo, że po okresie prób zostaniemy ubłogosławieni pomyślnością i dobrobytem w tym życiu. Jest tu jednak zapewnienie, że poprzez nasze życie Bóg realizuje swój dobry plan. On kształtuje nas oraz okoliczności w których się znajdujemy tak, aby przyniosły Mu jak najwięcej chwały.
Można powiedzieć, że dobrą wiadomością nie jest to, że Bóg ułoży okoliczności po naszej myśli, ale to, że nasze rozczarowania i osobiste tragedie mogą służyć Jego planom. Dziejące się w naszym życiu zło On przemienia w nadrzędne i ostateczne dobro. Rzymian 8:28 to Boża gwarancja przewidująca, że jeśli Go kochamy, to nasze życie może być wykorzystane dla Jego celów oraz rozszerzania Jego Królestwa.
Być może ktoś spyta: "Jak to możliwe, że Bóg ma nad wszystkim władzę skoro wszystko wskazuje na to, że świat wymknął się Mu spod kontroli? W jaki sposób udaje się Mu współpracować we wszystkim "ku dobremu" dla Jego chwały i naszego ostatecznego dobra? Bóg nie udowadnia swojej suwerenności przez nieustanne interwencje i powstrzymywanie jakichś wydarzeń, ale przez sprawowanie nad nimi władzy, tak aby nawet tragedie przyczyniały się do urzeczywistnienia Jego nadrzędnych celów.
Jako suwerenny władca wszechświata, Bóg używa wszystkiego aby stymulować nasz duchowy rozwój, upodobnić nas do Chrystusa i realizować swój odwieczny i obejmujący wieczność plan. Aby realizować te cele Bóg chce nas używać do pomagania innym oraz innych do pomagania nam.
Cierpienie dla jednoczenia chrześcijan. Ból i cierpienie pokazują nam jak bardzo my, którzy stanowimy Bożą rodzinę nawzajem się potrzebujemy. Nasze zmagania z przeciwnościami pokazują jak kruche z nas istoty. Kiedy nasze psychiczne i duchowe siły są na wyczerpaniu, słabość innych może podnieść nas na duchu.
Ta prawda jest dla mnie szczególnie realna wtedy, gdy w niewielkiej grupie zborowych przyjaciół spotykamy się na modlitwę i społeczność jeden z drugim. Przy takich okazjach dzielimy się swoimi problemami takimi jak np. choroba bliskiej osoby, utrata pracy, napięcia w miejscu pracy, brak kontaktu z nastoletnim dzieckiem, wrogość w rodzinie, depresja, codzienne stresy, nie nawróceni członkowie rodziny, trudne decyzje, przestępczość w najbliższej okolicy, walka z grzechem i wiele innych. Przy końcu tych spotkań często wielbię Boga za wsparcie jakie znajduję wśród członków tej grupy i za to, że mogę nim służyć innym. Wspólne stawianie czoła przeciwnościom życia zbliża nas do siebie i wzmacnia.
W świetle Pisma Świętego, ten rodzaj osobistych doświadczeń przypomina nam o dwóch istotnych prawdach:
Cierpienie wskazuje nam, że potrzebujemy innych wierzących. Pisząc o jedności wierzących w osobie Chrystusa, apostoł Paweł użył analogii do ludzkiego organizmu (I Kor. 12). Powiedział, że dla właściwego jego funkcjonowania nawzajem siebie potrzebujemy. Oto jego słowa: "I jeśli jeden członek cierpi, cierpią z nim wszystkie członki; a jeśli doznaje czci jeden członek, radują się z nim wszystkie członki. Wy zaś jesteście ciałem Chrystusowym, a z osobna członkami" (I Kor. 12:26-27).
W swoim liście do Efezjan, Paweł mówi o Chrystusie: "Z którego całe ciało spojone i związane przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy, według zgodnego z przeznaczeniem działania każdego poszczególnego członka, rośnie i buduje siebie samo w miłości" (Efez. 4:16).
Kiedy zaczynamy dostrzegać co mają nam do zaoferowania inni wierzący, to uświadamiamy sobie jak wiele można osiągnąć zwracając się do nich w razie problemów. Przytłoczeni trudnościami możemy na nich oprzeć, a to pomaga nam znaleźć siłę w mocy Bożej.
Cierpienie pomaga nam zaspokajać potrzeby innych, gdy pozwalamy w nas żyć Jezusowi.
W II Koryntian 1 apostoł Paweł napisał: "Błogosławiony niech będzie Bóg i ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy. Który pociesza nas we wszelkim utrapieniu naszym, abyśmy tych, którzy są w jakimkolwiek utrapieniu, pocieszać mogli taką pociechą, jaką nas samych Bóg pociesza" (II Kor. 1:3-4).
Potrzebujemy siebie nawzajem, ponieważ mamy sobie wzajemnie coś cennego do zaoferowania. Przechodząc przez różne próby doszliśmy do wielu wniosków i zdobyliśmy sporo mądrości. Znamy wartość osobistej obecności bliskiej osoby. Kiedy w trudnej sytuacji doświadczamy Bożego pokrzepienia, to później potrafimy utożsamiać się z ludźmi będącymi również w ciężkim położeniu.
Wiele czytałem na temat ludzkich cierpień oraz rozmawiałem z tymi, którym one nie były obce. Starałem się dowiedzieć, kto okazywał im największą pomoc w ich trudnościach. Odpowiedź była niezmiennie taka sama: ktoś kto doświadczał podobnie ciężkich problemów. Taka osoba jest w stanie pełniej współodczuwać czyjąś sytuację, a jej rady i komentarze opierają się na zrozumieniu wynikającym z osobistych przeżyć. Gdy ktoś jest przytłoczony ciężarami życia, to powiedzenie mu, że świetnie rozumiemy jego położenie brzmi płytko i protekcjonalnie. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy mówi to osoba, której doświadczenia są zbliżone do doświadczeń tej cierpiącej osoby.
Pomimo, że najwięcej otuchy pochodzi od ludzi, którzy sami coś przykrego przeżyli i dzięki temu wzmocnili się duchowo, nie oznacza to jednak, że reszta z nas jest zwolniona od niesienia pociechy innym. Każdy z nas jest zobowiązany współodczuwać z cierpiącymi, próbować ich rozumieć i dawać pokrzepienie. W Galacjan 6:2 czytamy tak: "Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie zakon Chrystusowy". A w Rzymian 12:15: "Weselcie się z weselącymi się, płaczcie z płaczącymi".
Pewien lekarz będący ekspertem w walce z trądem kiedyś napisał: "Kiedy cierpienie przypuszcza swój miażdżący atak, ci z nas którzy stoją tuż obok odczuwają wstrząs. Próbujemy opanować ucisk w gardle, z maską optymizmu odwiedzamy chorego w szpitalu, wyduszamy z siebie kilka pocieszających frazesów i może nawet zaglądamy do jakiejś literatury, by wiedzieć co mówić chcąc dać choć trochę nadziei.
"Kiedy jednak pytam pacjenta i jego rodzinę, kto najbardziej pomógł w chorobie, słyszę dziwną i mało precyzyjną odpowiedź. Opisywana w niej osoba rzadko używa efektownych zdań czy posiada dynamiczną i ujmującą osobowość. To często ktoś małomówny, kto stara się dogłębnie wniknąć w sytuację, nastawia się na słuchanie a nie wypowiadanie się, nie wydaje ocen i nie śpieszy z udzielaniem porad. 'Poczucie czyjejś obecności', 'Ktoś był obok, kiedy tego potrzebowałem'. Ręka za którą można potrzymać, pełne zrozumienia i krzepiące przytulenie do piersi. Ten sam, wspólnie odczuwany uścisk w gardle".
To jasne, że Bóg stworzył nas tak, abyśmy byli od siebie zależni. Mamy wiele do zaoferowania cierpiącym, a inni mogą zaoferować wiele nam, gdy życiowe doświadczenia rozłożą nas na łopatki. Budując taką jedność będziemy mogli doznawać duchowego pokrzepienia, jeśli sobie uświadomimy, że Bóg używa cierpienia, by wyczulić nas na problemy grzechu, przyciągnąć ku sobie, a nawet kształtować na podobieństwo Jezusa.
Jak możemy pomóc? Być może jesteś teraz przytłoczony cierpieniem i myśl o pomocy innym wydaje ci się niemożliwa do wprowadzenia w życie. Gdy w końcu, otrzymasz od Boga pokrzepienie, staniesz się gotowy by pokrzepieniem służyć (II Kor. 1). W rzeczywistości, próby pomagania innym mogą odegrać ważną rolę w procesie naszego własnego emocjonalnego uzdrowienia. Jeśli teraz w twoim życiu układa ci się dobrze, to wiedz, że te biblijne wskazówki dotyczą również i ciebie, ponieważ mamy być pomocą dla innych.
Pomaganie innym pociąga za sobą pewne ryzyko. Nasze dobre chęci nie zawsze będą docenione. Niekiedy zdarza się nam powiedzieć coś niewłaściwego, ale nie rezygnujmy z niesienia pomocy. Przypowieść Jezusa o dobrym Samarytaninie (Łukasz 10:25-37) przypomina nam, że jesteśmy zobowiązani do wspierania cierpiących, których w naszym życiu spotykamy. Oto kilka wskazówek:
- Nie czekajmy aż ktoś inny zrobi pierwszy krok.
- Bądźmy fizycznie obecni z cierpiącymi i nie unikajmy dotyku, który mógłby podnosić na duchu.
- Skupmy się na ich potrzebach, a nie na tym, że nie mamy właściwych odpowiedzi.
- Pozwalajmy im wyrażać swoje odczucia i nie potępiajmy ich za to co mówią.
- Zdobywajmy wiedzę na temat ich problemu.
- Nie udawajmy, że nigdy nie musimy się zmagać z problemami.
- Mówmy krótko i rzeczowo.
- Unikajmy takich powiedzeń jak: "Nie powinieneś tak mówić" czy "Wiesz co powinieneś robić".
- Zapewniajmy ich, że się o nich modlimy.
- Módlmy się! Prośmy Boga by pomógł zarówno im jak i nam.
- Bądźmy z nimi w kontakcie.
- Pomagajmy im pozbyć się niepotrzebnego poczucia winy, zapewniając ich, że cierpienie i grzech nie zawsze są ze sobą związane.
- Pomagajmy im znaleźć przebaczenie w Chrystusie, gdy ich stan jest skutkiem grzechu oraz
wtedy, gdy są tego grzechu świadomi i zastanawiają się nad swoim życiem.
- Zachęcajmy ich do przypominania sobie przykładów Bożej wierności z przeszłości.
- Skupiajmy się na przykładzie Chrystusa i pomocy jaką On może dać.
- Przypominajmy im, że Bóg nas kocha, troszczy się o nas i ma wszelką władzę.
- Zachęcajmy ich do troszczenia się tylko o dzień bieżący.
- Namawiajmy ich do korzystania z pomocy przyjaciół, rodziny czy pastora.
- Uświadamiajmy im, że pokonywanie trudności wymaga czasu.
- Przypominajmy im, że Bóg ma władzę nad całym wszechświatem, zarówno nad wielkimi jak i drobnymi zdarzeniami.
- Nie bagatelizujmy ich problemu.
- Nie bądźmy sztuczni w naszych próbach pocieszania. Jeśli znaliśmy się z nimi przed pojawieniem się cierpienia, to nie zachowujmy się teraz jak zupełnie inni ludzie.
- Okazujmy im taką miłość jakiej chcielibyśmy zaznać od innych będąc w podobnie trudnej sytuacji.
- Bądźmy dobrymi słuchaczami.
- Pokażmy, że wiemy, iż bardzo cierpią.
- Dajmy im czas na dochodzenie do duchowego zdrowia. Nie próbujmy tego procesu przyśpieszać.
Coś lepszego niż odpowiedzi. Zwykle poszukujemy pełnych i wyczerpujących odpowiedzi. Zamiast tego Bóg proponuje nam siebie i jest w pełni wystarczające. Jeśli wiemy, że możemy Mu ufać, to pełne odpowiedzi przestają nam być potrzebne. Wtedy wystarczy nam świadomość, że żadne z naszych cierpień nie jest bez znaczenia, że Bóg nadal panuje nad wszystkim co dzieje się we wszechświecie i że troszczy się o każdego z ludzi.
Najlepszym dowodem Bożej troski o nas jest postać Jezusa Chrystusa. Bóg na tyle kochał ten udręczony świat, że posłał swojego Syna na męczeńską śmierć za nas. Dzięki temu wydarzeniu zostaliśmy uwolnieni od skazania nas na wieczną agonię w miejscu wiecznego potępienia (Jan 3:16-18). Dzięki Jezusowi możemy uniknąć najgorszego z cierpień - cierpienia z powodu oddzielenia od Bożej miłości na zawsze. Za Jego sprawą możemy też przetrwać nawet największe tragedie w życiu doczesnym, gdyż On jest źródłem naszej siły i daje nam swoje wspaniałe obietnice.
Pierwszym krokiem do realistycznego radzenia sobie z kwestią cierpienia jest zrozumienie, że jego korzenie sięgają powszechnego problemu grzechu na świecie. Czy uświadamiamy sobie jak Chrystus cierpiał na krzyżu, by uwolnić nas od kary za grzech? Zawierzmy Mu i przyjmijmy od Niego dar przebaczenia. Tylko w Nim znajdziemy trwałe rozwiązanie problemu cierpień zarówno naszych własnych, jak i tych, które dręczą całe stworzenie.
RBC Ministries
Why Would a Good God Allow Suffering?
Oryginał jest na www.chs.pl
Utworzono 10.06.04