Ekumenizm, czy naprawdę właściwa jedność?
Obecnie jest to bardzo popularne słowo, ale czy należy dążyć do ekumenizmu za wszelką cenę. Skąd wzięły się podziały na denominacje, czy to jest wola boża?
Odpowiemy sobie na te pytania. Obecnie możemy się spotkać z poglądami skrajnego separatyzmu, współpracy, ale raczej umiarkowanej i ekumenizmowi. Obecnie mamy do dyspozycji całą mozaikę wyznań. Nieraz trudno określić, czy tam właściwie uczą. Z pewnością to nie pochodzi od Boga. Jest to dowód ludzkiej słabości. Istnieje bardzo dużo zasad interpretacji Biblii, którą nieraz próbuje się nagiąć do własnych nauk, zamiast uznać jej autorytet. Podziały nastąpiły już w czasach apostołów (Nikolauci).
Obecnie narastają tendencje zjednoczeniowe. Głównym niebezpieczeństwem tego jest zjednoczenie za wszelką cenę. Wiele wyznań protestanckich uznaje za herezję to, o co walczyli ich przodkowie i co czyniło z nich wiernych sług bożych. Wręcz ośmieszają się łamiąc najbardziej fundamentalne prawdy biblijne (homoseksualista- biskupem, kobieta- pastorem) Biblia w Rzym 1,18 do końca wyraźnie nie pochwala homoseksualizmu, a w I liście do Tymoteusza 2,12 czytamy: Nie pozwalam zaś kobiecie nauczać… Odstępowanie w małym kończy się tym, że Biblia przestaje być autorytetem, a najważniejsza staje się fałszywie pojęta tolerancja, aby przypadkiem kogoś nie urazić.
Ekumenizm byłby dobry, gdyby za podstawę wzięto naukę Biblijną, a nie ludzkie sądy i oceny. Bo jeśli nie naprawimy małego luzu kierownicy ponad normę w samochodzie, to prawdopodobieństwo, że kierownica w trudnej sytuacji nas zawiedzie rośnie. A my nie zamierzamy być zagrożeniem dla innych, jako chrześcijanie.
Czy takim razie mamy się odseparować od innych społeczności? Również nie
jestem zwolennikiem totalnej separacji. Są wyznania, które praktycznie nie
różnią się od siebie poglądami, a więc współpraca np. na polu misyjnym może
przynieść obopólne korzyści, podobnie wzajemne odwiedzanie się. Szacunek do
innych chrześcijan jest bardzo ważny, bowiem Bóg nie dał nam monopolu naprawdę
i wszyscy popełniamy błędy. Również ma to tę korzyść, że nie prowadzi do
sytuacji w której się mówi: zbawienie jest tylko u nas. A czy w innym wyznaniu nie ma wierzących?
Sami możemy się o tym przekonać, że są. Współpraca i wymiana doświadczeń może
zażegnać wiele konfliktów. Oczywiście to nie oznacza, że mamy współpracować z
każdym, kto się nawinie pod rękę. Robienie tego z kimś, kto jest bardzo
daleki od prawd biblijnych, albo ,,ma” monopol na prawdę nie jest najlepszym
rozwiązaniem, jest raczej zarzewiem przyszłego konfliktu. Zresztą w takiej
sytuacji o to nie trzeba specjalnie się starać. Trudno sobie wyobrazić
współpracę na polu misyjnym baptystów i adwentystów bez najmniejszych tarć.
Konflikt jest kwestią czasu. Tym samym najlepsza jest współpraca, ale tylko z
wierzącymi, bo cóż ma wspólnego Belial z Chrystusem, albo wierzący z
niewierzącym?
Utworzono 13.12.03