"Ludzkie krzyże"
ks. Mieczysław Malinski "Opowiadania o
nadziei"
Był człowiek, który narzekał na swoje życie. Skarżył się, ze
jest mu ciężko, bo mieszkanie niewygodne, za ciemne, za ciasne, ze dochody za
małe, ze jego rówieśnicy , którzy podobne szkoły ukończyli, zarabiają, daleko
więcej niż on. Mówił, ze innym jest łatwiej żyć, ze lepiej dają sobie rade ze
złymi ludźmi, z trudnymi okolicznościami, ze im wszystko układa się korzystnie,
a jemu jest źle i to z roku na rok coraz gorzej. Twierdził, ze gdyby się urodził
kilkadziesiąt lat wcześniej a1bo kilkadziesiąt lat później, to wtedy na pewno
byłoby wszystko inaczej. Chodził wciąż smutny, skwaszony, zniechęcony.
Razu pewnego, gdy spal, śniło mu się, ze ktoś go budzi. Otworzył oczy i zobaczył
postać stojącą, Kolo jego 1ozka. Chociaż nigdy Anioła nie spotkał, wiedział, ze
to jest Anioł. Nie czul w sobie zadniego leku. Anioł stal nad nim, jakby
czekając na jego przebudzenie. A gdy spostrzegł, ze on już nie śpi, łagodnym
zapraszającym ruchem dal mu znak, aby wstał:
- Wstań proszę - powiedział.
Człowiek ów, wcale tym nie zdziwiony, podniósł się z łóżka. Stanął obok
tajemniczego gościa. Popatrzył pytająco na niego. A wtedy Anioł z uśmiechem
powiedział:
- Pójdź, proszę, ze mną.
Człowiek spytał go nieśmiało:
- Dokąd chcesz, żebyśmy poszli?
- zaraz zobaczysz - odpowiedział Anioł.
Podążył wiec za nim. Anioł wiódł go przez jego mieszkanie, wyprowadził go na
klatkę schodowa, i zaczął wstępować po schodach na gore. Człowiek wciąż nie
wiedział, dokąd idą, i co to ma wszystko znaczyć, ale nie śmiał pytać. Był tylko
pewny, ze to chodzi o jakąś ważną, sprawę, która go bezpośrednio dotyczy.
Postępował w milczeniu za Aniołem coraz bardziej ciekawy , dokąd wiedzie go ten
wysłannik Boga. Sz1i długo po schodach, aż stanęli przed drzwiami. W pierwszej
chwili nie mógł zorientować się, dokąd drzwi prowadza" ale za moment poznał, ze
to drzwi wiodące na jego strych. Anioł otworzył drzwi i weszli do wnętrza. Wtedy
człowiek zobaczył, ze to wcale nie jest strych jego domu. To była wielka sala,
pod której ścianami stały nagromadzone krzyże - tysiące, dziesiątki tysięcy,
nieprzeliczona ilość; krzyże były rożne, dziwne: ogromne, małe i całkiem
maleńkie, proste i ozdobne, ze złota i z drewna, malowane, heblowane, wysadzane
drogimi kamieniami i całkiem zwyczajne, cięte z brzozy. Przyglądał się uważnie
tym krzyżom. Każdy z nich był inny. Czasem zdawało mu się, ze znalazł dwa
identyczne, ale później zauważał, ze tak nie jest, ze różnią, się pomiędzy ,
sobą... jakimś przynajmniej szczegółem. Po chwili człowiek przełamując
nieśmiałość spytał Anioła:
- Skąd tu tyle krzyży? Po co tu stoją? Do kogo należą? Usłyszał jego glos:
- To są, ludzkie krzyże.
- Ludzkie krzyże? - powtórzył człowiek, niewiele z tego rozumiejąc.
- Każdy musi jakiś nieść - mówił dalej Anioł.
- Ach tak. Teraz rozumiem, dlaczego tyle tych krzyży i dlaczego każdy z nich
jest inny. Ale po co przyszliśmy tutaj?
Anioł odpowiedział:
- Pan Bóg polecił mi, abym ciebie tu przyprowadził.
- Pan Bóg? - zdziwił się ów człowiek. - Dlaczego?
- Narzekasz na swój krzyż. Mówisz, ze ci bardzo ciężko z nim iść. Bóg zezwolił,
abyś tu przyszedł i wybrał sobie inny krzyż, jaki tylko zechcesz, i żebyś z tym
nowym krzyżem szedł dalej przez życie nie narzekając.
Człowiek słuchał tego, co Anioł mówił, prawie nie wierząc swoim uszom. W końcu
powiedział:
- Czyż to jest możliwe, żeby Wielki Bóg chciał się zajmować takim człowiekiem
jak ja?
- Pan Bóg naprawdę przysłał mnie do ciebie - potwierdził Anioł.
- Będę mog1 wybrać krzyż taki, jaki tylko zechce? - spytał wciąż jeszcze
nieufny.
- Tak. Naprawdę - powtórzył Anioł jego słowa - Możesz wybrać taki krzyż, jaki
tylko zechcesz.
- I będę mog1 z nim iść przez cale życie? - pytał człowiek, chcąc się upewnić.
- Tak. Będziesz mog1 iść z nim, jeżeli tylko zechcesz, przez cale twoje życie -
odpowiedział mu Anioł.
Człowiek wiedział już, który krzyż wybierze. Piękny, zloty krzyż przyciągał jego
wzrok od pierwszej chwili. Pomyślał: " Wreszcie będę miał wspaniale życie".
Spytał nieśmiało Anioła wskazując na ten krzyż:
- Czy mogę go wziąć?
Anioł skinął głową.
Uradowany człowiek podbiegł do upatrzonego krzyża, objął go mocno, aby go włożyć
na swoje ramiona, ale nadaremnie. Nie potrafił go nawet ruszyć... Krzyż był
bardzo ciężki. Mimo to człowiek nie chciał z niego zrezygnować. Wytężył
wszystkie siły. Nic nie pomogło. Krzyż nawet nie drgnął. Zaskoczony tym i
rozczarowany powiedział do Anioła:
- Za ciężki.
- Spróbuj znaleźć inny, który będzie lepszy dla ciebie - powiedział spokojnie
Anioł.
Człowiek rozejrzał się po sali i skierował w stronę innego krzyża, również
złotego, choć nie tak dużego, który tez wcześniej już spostrzegł. Krzyż ten był
wysadzany wspaniałymi kamieniami, ozdobiony wyszukanym omamentem. Podszedł do
niego, z trudem położył go sobie na ramiona. Zrobił z nim parę kroków i
przekonał się, ze niestety ten tez jest za ciężki, a poza tym dokuczliwie gniotą
go w ramiona te wspaniale ozdoby i drogie kamienie, które go tak zachwycały.
Odezwał się trochę do siebie, trochę do Anioła:
- Jest niemożliwe, żebym mógł z nim iść dłuższy czas.
- Znajdziesz na pewno krzyż bardziej dla ciebie odpowiedni. Tylko nie zniechęcaj
się - pocieszył go Anioł.
Człowiek rozglądnął się w poszukiwaniu i po chwili podszedł do krzyża tez
złotego, który był o wiele mniejszy. Faktycznie, był on również o wiele lżejszy
i zaczął z nim iść, krzyż ten tłukł go po nogach i plątał mu krok. Odłożył go na
miejsce. Wziął inny krzyż, ale ten mu tez nie odpowiadał. Potem spróbował nieść
inny i znowu inny. Coraz bardziej nerwowo, już nie chodził, ale biegał po tej
ogromnej sali szukając krzyża dla siebie. Czas płynął, a on wybierał i wybierał
bez końca. Wciąż nie mog1 znaleźć krzyża, z którego byłby zadowolony. Bo były za
długie albo za krótkie, za ciężkie, albo zbyt uciskały go ozdoby, albo po prostu
nie podobały mu się w kształcie lub kolorze. Już zdawało mu się, ze nie
zdecyduje się na żaden, ze nie znajdzie dla siebie odpowiedniego. Przyszło mu
nawet do głowy, ze może przez zapomnienie czy przeoczenie nie zrobiono
stosownego krzyża dla niego. I gdy był na skraju rozpaczy, ze będzie musiał
wziąć krzyż jaki bądź, pierwszy lepszy, wtedy wreszcie znalazł taki, który był
odpowiedni dla niego. Wszystko mu się w nim podobało: i ciężar, i długość,
kolor, ozdoby. Wszystko było takie, jak chciał. Był świetny, najlepszy.
Uszczęśliwiony podszedł z tym krzyżem do Anioła i powiedział:
- Znalazłem.
- Cieszę się, ze znalazłeś - odrzekł Anioł.
Człowiek ów, jakby z obawy, by mu tego krzyża nie odebrano powtórzył:
- Tak, ten mi odpowiada. Proszę cię, pozwól mi z tym krzyżem iść przez cale
życie. Anioł uśmiechnął się tajemniczo:
- Dobrze - a potem dodał - A czy ty wiesz, ze to jest twój krzyż?
Człowiek patrzył z niepokojem na Anioła nie rozumiejąc o co chodzi. Wreszcie
zapytał:
- Nie wiem, o czym mówisz?
Wtedy Anioł powiedział mu wyraźnie:
- Ten krzyż, który znalazłeś, to jest twój krzyż. To jest ten sam, który od
początku życia niesiesz na swoich ramionach.
przedruk z "Magazynu Chrześcijańskiego" (Kanada)