Czuję się tak, jak bym
nigdy w życiu
Zacząłem palić papierosy mając dwadzieścia lat i każdy kto pali to wie, że płyną z tego same przyjemności: Można sobie takim suchym kaszlem kasłać pół nocy. Można sobie wbiegać po schodach na drugie piętro, a potem można już tylko wchodzić...
Nawróciłem się w wieku trzydziestu sześciu lat w Chełmie, w zborze który prowadzi pastor Mirosław Kulec, a który miał wcześniej problemy z nikotyną. Z tego powodu co drugie kazanie które mówił, było o papierosach. Jak każde takie kazanie odbierałem bardzo osobiście i mówiłem co się ten pastor tak mnie czepia i czepia z tymi papierosami. Chciałem je rzucić sam, ale nie dawałem sobie z tym rady. Nie zdecydowałem się na chrzest, bo wiedziałem, że się tym brudzę. Wiele razy próbowałem wtedy rzucać palenie i ciągle uświadamiałem sobie, że sam nie dam sobie rady.
Pewnego razu zapytał mnie pastor Kulec: "Wiesiek! Czy ochrzcisz się?" Mówię: "Myślę, że tak." "A papierosy rzuciłeś?" Ja mówię: "No chyba już będę wolny." I wytrzymałem; przed chrztem nie paliłem ze dwie i po chrzcie chyba ze cztery godziny... Myślałem, że chrzest to będzie coś, że zakołysze się ziemia, jakiś wybuch, jakiś błysk, coś się stanie... Niestety nic. Po raz kolejny zobaczyłem, że nie daję sobie z tym grzechem rady. Pastor co drugie kazanie mówił o mnie... Myślę, że on wtedy wiedział, że palę. Dzisiaj przypominam sobie tych ludzi którzy widzieli te moje zmagania. Pamiętam jak dobrotliwie uśmiechali się, bo jeśli czuli ode mnie gumę do żucia, albo Tik-taka, albo odświeżacz do ust, to wiedzieli, że walczę. Walczę i przegrywam.
Zawsze byłem szczery wobec Boga i nigdy nie udawałem stojąc przed nim. Wiedziałem, że byłem grzesznikiem, miałem w swoim życiu dużo brudów, papierosy to uważam był taki niewielki grzech. Modliłem się więc: "Panie, wiem, że sam sobie nie dam z tym rady. Pozwól mi przyjąć uwolnienie. Daj mi to wszystko zrozumieć. Nie potrafię tego zwyciężyć". Jakieś dwa lata po moim nawróceniu, to było już tu Warszawie, wpadła mi w ręce książka Louisa Palou pt.: "Skończ z udawaniem". On mówi w tej książce: "Jesteśmy mocni Chrystusem który mieszka w nas". W międzyczasie przeczytałem też: "Zrozumienie nowego przymierza" Dawida Wilkersona. W tej książce Dawid Wilkerson mówi, że: "cały czas idziemy w dół, w dół do śmierci, żeby zobaczyć jak grzeszny jest nasz grzech i że tego grzechu nie jesteśmy w stanie pokonać sami; po to umarł nasz Pan na krzyżu, żeby można go było zwyciężyć".
Prowadzę taki notes, gdzie zapisuję wszystkie swoje modlitwy, dlatego, że jest tak wiele odpowiedzi, że bardzo łatwo jest o nich zapomnieć. 1 lipca 2000 roku zapisałem: "Panie! Oddaję Tobie wszystko. Co mogłem zniszczyć w swoim życiu, to zniszczyłem. Co mogłem stracić to straciłem. Doprowadzony jestem do ruiny. Proszę uwolnij mnie!" 7 lipca wstałem rano i wiedziałem, że kajdany na moich rękach zostały zerwane. W swoim notesie zapisałem: "Panie! Zrozumiałem wiele rzeczy..." Każdy kto został uwolniony, (a myślę, że każdy z nas został z czegoś uwolniony), to wie, że chodzi o przemianę w naszym sercu, bo walka odbywa się w nas. Tego dnia wstałem i mówię: "Panie! Czuję, że jestem wolny, ale już tyle razy te papierosy rzucałem, że pozwól iż zrobię próbę. Biorę te papierosy, biorę zapalniczkę, wkładam do kieszeni i chodzę z tym tydzień. Jeśli wytrwam ten tydzień, to będę wiedział, że przyjąłem twoje uwolnienie." Po tygodniu mogłem to porwać i zupełnie jak bym nigdy w życiu nie potrzebował nikotyny. Byłem wolny jak dziecko, bo przecież człowiek nie rodzi się do nikotyny, ale rodzi się do tego żeby oddać chwałę swoim życiem naszemu Bogu.
Chwała Bogu! Niech was Bóg błogosławi!
Wiesław Żurawski
Copyright
© 2003 sienna.kz.pl
Na podstawie wypowiedzi z 7 września 2003r.