Odnaleziona odpowiedź

Było około 4 nad ranem 1 stycznia 1990 roku. Śmierdziałem alkoholem. Dopiero co w łazience zaprzestałem wymiotować. Gdy zdołałem już stanąć na własnych nogach spojrzałem w lustro. Moja twarz była blada, oczy pozbawione wyrazu. W swojej głowie usłyszałem głos: "Tak właśnie zaprezentujesz się gdy umrzesz".

Zacząłem gwałtownie łkać a moja dusza krzyczała: "Dlaczego?" Doświadczenie to stanowiło kulminację w ustawicznym stawianiu pytania: "Dlaczego?" Dlaczego moje życie jest tak pełne bólu? Dlaczego ciągle jeszcze żyję? Cierpię nadużywając narkotyków, będąc wykorzystywanym oraz uprawiając "beztroski" homoseksualny seks. Dlaczego życie nie przyniosło mi prawdziwej satysfakcji?

Wewnętrzny ból pojawił się wcześnie w moim życiu. Kiedy miałem 5 lat, ze względu na ojcowskie nadużycia, które nas dotkliwie dotykały, złożyłem mamie obietnicę, ze zaopiekuje się nią. Jeśli on nie mógł zaopiekować się matką, ja zamierzałem to zrobić.

Gdy stawałem się straszy ból intensywniał. Nie pasowałem do innych chłopców lecz tęskniłem za ich uwagą, by mieć to czego nie otrzymywałem ze strony ojca. Kiedy starszy mężczyzna uśmiechał się do mnie, me serce podskakiwało z radości. W wieku 10 lat zacząłem łączyć chęć bycia bliżej mężczyzn z seksem, a pragnienia związane z tą samą płcią doprowadzały jedynie do dalszego zamętu.

Przed ukończeniem 16 roku życia zacząłem pić i mieć inicjacyjne homoseksualne doświadczenia. Gdy udałem się pierwszy raz do nocnego gejowskiego klubu byłem niezwykle podekscytowany. Ludzie wydawali się przyjaźni i rozbawieni - zupełnie tacy jak ja! Nie ukończywszy 18 roku życia chodziłem już na randki z mężczyznami i regularnie urządzałem wycieczki do lokalnych barów dla gejów.

Gdy w konsekwencji ujawniłem rodzinie swą orientację seksualną zostałem wyrzucony z domu, nie mając gdzie pójść, jak tylko do gejowskiego towarzystwa. Homoseksualiści przygarnęli mnie na jakiś czas i zapewnili lokum.

Paradoksalnie to właśnie dzięki społeczności gejów pojawiło się we mnie pierwszy raz poczucie przynależności, bezpieczeństwa i identyfikacji. Całym sercem wierzyłem, że urodziłem się homoseksualistą i nigdy nie myślałem o zmianie swoich seksualnych pragnień lub zachowań. Wiedziałem jedynie, że mogę być szczęśliwy jako homoseksualista. Jakkolwiek, im więcej i więcej czasu spędzałem "na ucieczce" od bólu poprzez seks i alkohol, tym bardziej zacząłem uświadamiać sobie, jak kiepsko toczy się me życie.

Nie znałem Boga ale, zdumiewająco, rozpoczął On pracę w moim życiu. Dawny współpracownik zaprosił mnie do studiowania Biblii. Przyjąłem zaproszenie i spotkałem człowieka, który porzucił homoseksualizm. Opowiedział o czekającym go małżeństwie i zmianach w jego życiu. Początkowo nie byłem zainteresowany, ale kilka dni później zdałem sobie sprawę, że moje życie jest nie tylko pełne bólu ale i puste. Po raz pierwszy szczerze się pomodliłem: "Boże, proszę, pomóż mi".

Ciotka dała mi szansę na "nowy początek" i miesiąc później opuściłem Nashville wskakując do autobusu jadącego w kierunku jej domu w Dallas. Natychmiast zorientowałem się gdzie są najlepsze gejowskie bary i narkotyki, skutkiem czego tkwiłem w tym do Nowego 1990 roku. Tej nocy sięgnąłem dna. Moja dusza płakała, a Bóg zwrócił się ku mnie jeszcze raz.

Potem spotkałem w pracy kobietę, która została jedną z moich najlepszych przyjaciółek. Steffany nie zwracała uwagi na to, że byłem gejem. Mówiła o akceptacji i bezwarunkowej miłości. Zaprosiła mnie na dwunastostopniowy kurs tańca i czułem się tak dobrze, że nawet nie tęskniłem za piciem.

Na następne 17 miesięcy porzuciłem picie. Dzięki trzeźwości i lepszej pozycji w pracy czułem się tak, jakbym był na drodze do spełnionego życia geja. Nie spodziewałem się, że próżność i duma mogą ostatecznie popchnąć mnie z powrotem w alkoholizm.

Gdy wróciłem do nałogu utraciłem kontakt ze Steffany. Została chrześcijanką i kiedy w marcu 1992 roku znów uczestniczyłem w dwunastostopniowym kursie tańca wszystko o czym potrafiła mówić dotyczyło Jezusa. Zmieniła się z beztroskiej, szalonej dziewczyny w opanowaną, refleksyjną, wypełnioną spokojem kobietę. Zapytałem ją o homoseksualizm i rozzłościła mnie jej początkowa odpowiedź: "Wierzę, że to grzech". Później kontynuowała: "Ale Bóg nie nazwałby go grzechem, jeśli nie oferowałby czegoś lepszego".

Mówiła dalej o tym, jak jeden z moich poprzednich kochanków powierzył swoje życie Jezusowi i przygotowywał się do poślubienia kobiety. To wtedy zdecydowałem się poważnie spojrzeć na Boga. Abstrahując od homoseksualizmu zobaczyłem swoją wrodzoną grzeszność. Przekonałem się, że potrzebuję Jezusa i w maju 1992 roku przyjąłem Go jako swojego Zbawiciela. Po kilku wizytach w kościele Steffany uklęknąłem obok kanapy w domu i ukryłem twarz w dłoniach.

"Boże", modliłem się, "przebacz mi mój grzech, przyjmuję Jezusa jako Pana. Proszę, bądź moim Panem i Zbawicielem". Zacząłem płakać a kiedy otworzyłem oczy odczułem, że On stoi tuż obok mnie.

Poczułem się inny w środku. Byłem przygnieciony bogactwem Bożej miłości względem mnie. Nie rozumiałem zapatrywania Biblii na homoseksualizm, ale wiedziałem, że Bóg może dać mi się poznać i dowieść, iż Jego Słowo jest prawdą.

Następnie Duch Święty zaczął objawiać mi różne rzeczy. Pewnego dnia, gdy się modliłem, pomyślałem o pierwszym mężczyźnie, w którym się zakochałem. Oddałem Ronowi wszystko, całe me istnienie. Zrozumiałem, że Jezus chciał być Panem całego mojego życia i krzywdziła Go ma uległość względem homoseksualizmu. Martwił się także destrukcją, która sprawiała ból zarówno nam samym jak i Jemu.

Kiedy zdałem sobie sprawę jak Bóg dużo o mnie wie i że kocha mnie niezależnie od mej przeszłości, uświadomiłem sobie, że On nie jest pełnym nienawiści Bogiem tyranem, jak to sobie wyobrażałem. Moje serce się zmieniło. Nagle zostałem przygwożdżony głębią Jego miłości do mnie.

Później Duch Święty wyjaśnił mi ustęp z Biblii, którego najbardziej nie lubiłem, Ks. Kapłańska 18-22: "Nie będziesz cieleśnie obcował z mężczyzną jak z kobietą. Jest to obrzydliwością". Bóg pokazał, że owa odraza nie dotyczy dwóch mężczyzn; ona dotyczy aktu, którego się dopuszczają. Bóg nienawidzi czynu homoseksualnego, ponieważ oddziela nas od Niego. Homoseksualizm jest niszczącym sposobem odpowiedzi na daną przez Boga potrzebę potwierdzania męskości. (Już po roku zakończenia naszej relacji, Ron zmarł w wyniku komplikacji związanych z AIDS).

W lipcu 1992 roku, od lidera uwielbienia w moim kościele usłyszałem o Living Hope, filii działającej w ramach służby Exodus w Arlington, Texas. Zacząłem uczestniczyć w spotkaniach grupy wsparcia, gdzie spotkałem ludzi, którzy kochali mnie i przekazywali prawdę o zbawczej mocy Jezusa względem homoseksualistów. Bóg pomógł mi odkryć korzenie powstania homoseksualizmu w moim życiu i pokazał w jaki sposób zaspakajać wrodzone potrzeby dzięki pomocy Ciała Chrystusa, przyjaciół i rodziny.

Z początku było to trudne. Czułbym się bardziej komfortowo na Marsie, niż w kościele. Nie rozumiałem chrześcijańskiej obyczajowości, wspólnota gejowska była wszystkim, co znałem. Musiałem poradzić sobie ze strachem i żalem, skoro tak dużo zmieniło się w moim życiu.

W ciągu następnych czterech lat, kiedy należałem do lokalnego kościoła Vineyard, wiele sobie przyswoiłem. Scott Musick, ówczesny dyrektor Living Hope, został moim nauczycielem i pokazywał mi jak kształtować zdrowe relacje. Zostałem wolontariuszem w innym lokalnym zborze i w końcu zacząłem dzielić się swoim świadectwem.

W obrębie "bezpiecznego schronienia" Ciała Chrystusowego zetknąłem się z cudowną Bożą naturą i Bożym sposobem wychowywania. Przyswoiłem sobie, że nie jestem gejem, czy ex-gejem. Jestem Randym, mężczyzną należącym do Boga, równym wśród braci i sióstr szukających woli Jezusa.

Większa część mojego uzdrowienia ze związania niewłaściwą seksualnością pojawiła się pewnego dnia, gdy sporządziłem listę wszystkich nieodpowiednich partnerów seksualnych z przeszłości. Jeden po drugim oddawałem tych ludzi Bogu i prosiłem Go o przebaczenie, przerwanie każdej duchowej więzi i błogosławieństwo poznania przez nich Jego Syna. Poczułem się po tym tak oczyszczony. Przypomniało mi to znów, że mogę udać się do Boga z każdym problemem, czy grzechem.

Mniej więcej w trzecim roku mojego uzdrawiania kilka razy poszedłem na obiad z koleżanką, która pokonywała skłonności lesbijskie, żebyśmy mogli po prostu porozmawiać o naszym życiu. Pewnego razu stwierdziła: "Randy, jesteś dobrym człowiekiem. Absolutnie poważam cię jako faceta". Zaniemówiłem. Dokładnie takie słowa słyszałem wcześniej od mężczyzn, ale ta rozmowa głęboko mnie poruszyła. Bóg ukazał mi błogosławieństwo kobiecości. Powoli zaczynałem doceniać przeciwną płeć.

Dzisiaj odczuwam pokój. Pan określił na nowo kim jestem i uczę się jeszcze bardziej kochać i szukać Go. Przywykłem, by nazywać Go swoim Ojcem i ufać, że Jego Słowo jest prawdą. Odkąd zostałem chrześcijaninem moje życie nie stało się proste, ale w Jezusie odnalazłem prawdziwą głębię i autentyczne zadowolenie.

"Gdzież jest, o śmierci, zwycięstwo twoje? Gdzież jest, o śmierci, żądło twoje?" (1.Kor.15-55). Już nie pytam dłużej: "Dlaczego?" Dzięki Jezusowi Chrystusowi odnalazłem odpowiedzi na najgłębiej stawiane przeze mnie pytania.

Randy Thomas
EXODUS