— Jeszcze niedawno byłeś majorem, ateistą i…?
— Ujmijmy to chronologicznie, wpierw byłem pionierem, następnie komsomolcem, członkiem KPZR. Byłem
wychowany w duchu ateistycznym, przekonanym o słuszności wyboru idei. Ukończyłem Wojenną Uczelnię
Techniczną. Przez 18 lat służyłem w wojsku, doszedłem do stopnia majora, w wojsku obsługiwałem
samoloty bojowe. Byłem dowódcą kompanii, a potem batalionu. Zdajesz sobie sprawę, że w tamtych
czasach, w wojsku służyli tylko ateiści.
— Dzisiaj wspólnie znajdujemy się na konferencji biblijnej, powiedz jak stałeś się chrześcijaninem?
— Mieszkałem, zresztą do obecnej chwili mieszkam w Krzywym Rogu, na Ukrainie. W naszym mieście
znajduje się duży zbór, o którym usłyszała moja żona — Larysa — od mieszkającej obok sąsiadki. Żona
została zaproszona na nabożeństwo, ja oczywiście zabraniałem jej chodzić do jakiegoś zboru.
Ewentualnie mogłem pozwolić żonie pójść do cerkwi, ale nie do żadnego zboru. Pewnego razu musiałem
wyjechać służbowo na kilkanaście dni z domu, żona wykorzystała okazję i poszła na nabożeństwo. Będąc
w zborze za pierwszym razem pojednała się z Bogiem, stała się własnością Chrystusa. Gdy wróciłem z
mego służbowego wyjazdu "rzuciła" mi się w oczy zmiana w postępowaniu żony. Stała się taka dobra,
przyjemna i pilna we wszystkich pracach. Byłem zdziwiony. Niby ta sama żona, a inna. Musiałem ją
spytać co się z nią stało. Ona jednak znając mój ateizm bała się powiedzieć, że jest chrześcijanką.
Bała się mojego rugania, a może i bicia. Po kilku dniach powiedziała, że jest chrześcijanką, że
uwierzyła w Boga. Oświadczenie to tak mnie zdziwiło, że nie mogłem na nie "właściwie" zareagować.
— Mówisz o nawróceniu żony, powiedz o swoim.
— Mówię o żonie, gdyż Bóg ją używał do zwiastowania dla mnie Chrystusa. Któregoś dnia przyjechała do
nas rodzina żony. Jeden z odwiedzających nas był na przepustce, którą otrzymał z armii, walczącej w
Afganistanie. Żona ciągle mówiła do mnie i wszystkich będących u nas o tym, że chrześcijanie modlą
się w zborze o potrzeby. Właśnie ten "afganiec" spytał żonę, czy zbór może się modlić o kaleki i
inwalidów, jakich wielu było w prowadzonej wówczas wojnie. Żona potwierdziła, że zbór z pewnością
wszystkich zaniesie w modlitwie do Boga. Nasi goście zdecydowali się iść na nabożeństwo, wypadało im
towarzyszyć. Tym sposobem pierwszy raz znalazłem się w zborze.
— I co dalej…?
— Pamiętam, że było to wieczorowe nabożeństwo. Wszystko tam było dla mnie dziwne, lecz pilnie
słuchałem zwiastowania Słowa Bożego. Wypowiadane przez braci słowa dotykały mnie. Zacząłem płakać,
czego się wstydziłem. Oficerowi nie wolno płakać, zwłaszcza z tak prostego przecież zwiastowania.
Usiłowałem ukryć swój płacz przed zgromadzonymi w zborze. Po powrocie do domu byłem bardzo
rozdrażniony. Żonie powiedziałem, że moja noga więcej do zboru nie wstąpi. Ciągle jednak miałem
przed oczyma obraz chrześcijan widzianych w zborze. Z ich oblicza emanowała radość i miłość. Właśnie
ta miłość, bij±ca od nich, pociągnęła mnie ponownie do zboru. Przychodziłem częściej. Na każdym
nabożeństwie płakałem i nie mogłem pojąć przyczyny tego płaczu. Aż wreszcie słuchaj±c kazania
zobaczyłem siebie jako ogromnego grzesznika. Zrozumiałem, że swoimi grzechami ukrzyżowałem na
Golgocie Jezusa Chrystusa. Moje sumienie pod wpływem Ducha Świętego osądziło mnie. Było to 1 grudnia
1991 roku. W czasie nabożeństwa jeden z braci zwrócił się do zgromadzonych by oddali się Jezusowi.
Mój intelekt i dusza powiedziały mi: potrzebny ci Jezus. Dzisiaj to wygląda tak normalnie, ale
podczas tamtego nabożeństwa toczyłem wielką walkę. Chciałem wyjść z miejsca do przodu, ale nie
mogłem. Coś mnie mocno trzymało. Zobaczyłem, że około 20 osób wychodzi do przodu, a wśród nich mój
11-letni syn. On patrzył na mnie i płakał, a wzrok jego mówił: "czemu stoisz ojcze, przecież
potrzebny ci Jezus". Wtedy odczułem inną siłę, która oderwała mnie od ławki, pobiegłem do syna i
innych, którzy wyszli. Modląc się ze wszystkimi przepraszałem Boga za moje grzechy. Wyrażałem
skruchę i pokutę. Na tym nabożeństwie otrzymałem przebaczenie grzechów i stałem się chrześcijaninem.
— Jak zareagowali na Twoje nawrócenie przełożeni i koledzy w wojsku?
— Mój bezpośredni przełożony — komendant — decyzję o moim staniu się chrześcijaninem przyjął ze
zrozumieniem. Aż mnie to zdziwiło, że zachował taki spokój. Koledzy natomiast żartowali sobie ze
mnie, czasem w sposób mało przyjemny. Na moje szczęście ZSRR właśnie się rozpadał i Ukraina stawała
się samodzielnym państwem. Nastąpiła reorganizacja armii, ja napisałem pismo o zwolnienie z wojska.
Zostało to uwzględnione, stałem się cywilem. Jeśli pracowałbym jeszcze dwa lata, to mógłbym przejść
na emeryturę wojskową. Ale świadomie nie chciałem tego. Rozpocząłem pracę w kopalni, z czego jestem
bardzo uradowany, mam większy kontakt z ludźmi.
— Co dało Ci chrześcijaństwo?
— Stałem się dzieckiem Bożym, wszedłem w skład żywego Kościoła Jezusa Chrystusa. Mam pewność życia
wiecznego w przybytkach, które przygotowuje Jezus dla swoich wybranych. Na dzień dzisiejszy Jezus
zmienił moje serce, moje myślenie, mój obraz życia. Zostałem wyzwolony od bycia w stanie grzechu.
Bóg sprawił, że zupełnie inaczej kocham swoją żonę i dzieci. Stosunki w naszej rodzinie od chwili
oddania się Bogu uległy całkowitej zmianie. Jesteśmy teraz najradośniejszą rodziną. Dziękuję za to
Bogu.
— W jaki sposób pracujesz teraz dla swego Zbawcy?
— Jestem ewangelistą w zborze, pomagam pastorowi, prowadzę różne spotkania, ostatnio przygotowawcze
do chrztu wodnego.
— Na zakończenie naszej rozmowy zrób "rachunek życia".
— Przez większość lat mego życia byłem ateistą. Uważałem, że przed nikim nie padnę na kolana. Miłość
Jezusa Chrystusa złamała moje postanowienie. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem, gdyż moim Panem
jest Zbawiciel Jezus Chrystus.
— Dziękuję Ci za to, że poświęciłeś swój wolny czas na niniejszą rozmowę.
— To ja dziękuję, że chciałeś ze mną rozmawiać. Nie wiem, czy coś ciekawego powiedziałem. Pozdrawiam
najserdeczniej Czytelników .
Oryginał jest na http://free.polbox.pl/r/repucha/