Seks a Chrześcijanie

Zabawnie jest czasem słyszeć niewierzących mówiących o chrześcijańskim punkcie widzenia na temat seksu. Na przestrzeni lat znałem trochę wierzących, którzy dystansowali się od uprawiania seksu, ale wierzcie mi, byli naprawdę rzadkością. Na tyle, na ile mogę się wypowiedzieć w tej kwestii (chociaż nie przeprowadzałem badań) wierzący uważają, że uprawianie seksu znajduje się bardzo wysoko na liście przyjemności i oddają się temu tak często, jak tylko mają na to ochotę.

Jestem pewien, że jest z nim tak, jak z każdą inną przyjemnością w życiu. Bez umiaru (który jest określany przez daną parę), staje się nudny i prowadzi do zmęczenia jednej ze stron. Nie potrzeba przeszkolonych doradców mówiących, że jeśli obydwoje ludzi nie czerpie z tego doświadczenia przyjemności, to cały związek ucierpi na tym w większym lub mniejszym stopniu. Do tego wystarczy zdrowy rozsądek. Problemem w takich przypadkach może być raczej ignorancja spowodowana brakiem wrażliwości niż brak informacji.

Czy nie chce wam się śmiać (albo dać upust irytacji) kiedy słyszycie te same stare nonsensy wypowiadane przez “ekspertów”, że nasze seksualne zahamowania są rezultatem viktoriańskiej pruderii purytańskiego tłumienia. Czy my na Zachodzie obawiamy się w to zaangażować ? Spójrzmy na ciąże młodocianych dziewcząt, notoryczne przerwania niechcianych ciąż, śpiewające zespoły dotykające się po genitaliach w TV. (Czy ktokolwiek dzisiaj śpiewa bez udawania orgazmu lub przynajmniej gry wstępnej?) Nie wiem, ile naprawdę wiemy o seksualnych poglądach większości populacji, w jakiejkolwiek erze, ale sądzę, że wiemy mniej niż myślimy. Czytanie Greckich filozofów nie dostarcza nam wielu informacji o tym, co przeciętna kobieta lub mężczyzna na ulicach Aten sądzili na ten temat i nie jestem też pewien, jak wiele wiemy o poglądach naszego pokolenia na poważne tematy.

Nie chciałbym być zbyt sceptyczny, ale słyszymy straszne banialuki wypowiadane przez “ekspertów”. My, publiczność, wypowiadamy wiele rzeczy tak po prostu, z głowy, a eksperci traktują to, jakby była to prawda wyryta na kamiennych tablicach. Dajcie nam dwa dni na przemyślenie sprawy i kilka „naprowadzających pytań”i kto wie co od nas dostaniecie –nie ważne co mówiliśmy wcześniej!

Nie, najlepiej jak mogę wywnioskować z mojej znajomości poglądów chrześcijan w większości, są oni zupełnie normalnymi ludźmi różniącymi się między sobą podejściem do wielu kwestii dotyczących seksu, tak jak różnią się w kwestii innych relacji interpersonalnych. Większość z tego, co udało mi się zebrać przez lata odpowiadało temu, czego się spodziewałem i nie ma w tym nic szczególnie godnego uwagi. Ma to wiele wspólnego z poglądami wierzących różnych wyznań i przekonaniami niewierzących każdego koloru. W ostateczności są one „zdroworozsądkowe”.

Nie sugeruję, że nie można znaleźć Chrześcijan, którzy są purytańskiego usposobienia; oczywiście, że można, ale można także znaleźć purytańskich niewierzących, których poglądy na doświadczenia seksualne nie mają podłoża religijnego. Nie sugeruję też, że Chrześcijanie nie łamią swych zasad w tej dziedzinie życia; oczywiście, że to robimy (nazywamy to "grzeszeniem" i ci z nas, którzy są winni biorą to na serio). Nie jesteśmy jednak osamotnieni w doświadczaniu porażki przeżywania życia zgodnie z głębokimi przekonaniami. Wystarczy spojrzeć na media, aby zobaczyć, że każdy, wierzący czy nie, ma w tym udział w równym stopniu, i chyba niczyje życie nie wytrzymałoby dokładnej krytyki. (To bardzo wygodne uczucie, mieć świadomość, przekroczywszy pewną granicę, że wiadome jest to tylko Bogu. To pozwala Ci bezkarnie oszukiwać innych.) Hipokrytyczny aspekt (na przykład) prasy brukowej polega na celowym obnoszeniu się z seksem i uwodzicielską nagością. Stawia ona pod pręgierzem purytan, a potem wystawia na pokaz, i demaskuje ich seksualne zdrady takie czy inne. Nie ma większego sensu na ukazywanie im, że są oni “viktoriańscy lub purytańscy”kiedy to czynią. Lepiej zachować siły na coś bardziej przydatnego.

Naprawdę nie wiem, czy nasze pokolenie jest bardziej opętane przez seks niż jakiekolwiek przedtem, ale jednego jestem pewien –bardziej sie z nim afiszujemy, niż wtedy, kiedy byłem dzieckiem. Mamy dziewięcio i dziesięcioletnie dzieci poubierane jak atrakcyjne prostytutki w pracy i dziwimy się, dlaczego śmiali seksualnie chłopcy i dziewczynki chcą próbować seksu i w efekcie mamy do czynienia z istną pandemią dzieci zachodzących w ciążę. A lekarstwo na to? Zróbcie to, co zrobiono ostatnio w Wielkiej Brytanii (znowu!). Przetestujcie dzieci w wieku szkolnym aby zobaczyć, co wiedzą o rzeczach typu cykle miesiączkowe, zygoty, sperma czy narządy rozrodcze. Jeśli obleją test (co niezmiennie ma miejsce) można stwierdzić, że problemem jest niewiedza, a lekarstwem będzie więcej informacji. Jeśli “eksperci”są tak krótkowzroczni, to nic dziwnego, że kwestionuje się ich kompetencje w pokrewnych dziedzinach.

Powiedziano nam, że we wcześniejszych pokoleniach nie mówiono o seksie, a dzisiejsze pokolenie cierpi z powodu efektów tej “cenzury”. Hmmm. Nie podzielam poglądu, że to pokolenie (na Zachodzie) odrzuciło niechęć do mówienia o tym, nie mówiąc już o praktykowaniu. Ale wraz z tą “otwartością”wiele z tego, co najpiękniejsze w doświadczeniach seksualnych (tajemnica, intymność, związek) zostało zatracone.

Homoseksualizm

Biblijne nauczanie odnośnie homoseksualizmu jest konsekwentne i jasne. Określany jest on jako grzech w obydwu Testamentach. Bardzo rzadko można znaleźć poważnego uczonego w obecnym czasie w Zachodniej kulturze, który zaprzecza tym stwierdzeniom, ale coraz częściej można znaleźć takiegoż, który przyznaje, że nauka Biblii jest przeciwko homoseksualizmowi, a następnie podejmuje polemikę z poglądem przez nią prezentowaną. Przynajmniej uczony ten usłyszał przesłanie samej Biblii, choć sam nie jest przygotowany, aby je zaakceptować.

O wiele częściej znajdziesz uczonych, którzy poczuwają się do obowiązku przypominania nam, że grzech w wydaniu heteroseksualistów jest tak samo grzeszny jak homoseksualizm. To słuszne i właściwe podejście jako że grzech heteroseksualistów jest coraz bardziej „rozumiany” i tolerowany przez wierzących, podczas gdy homoseksualizm jest ciągle postrzegany jako ”jedyny w swoim rodzaju” grzech. To bardzo złe choć rozumiem, że homoseksualizm generuje problemy z którymi pastorom trudniej pracować niż z problemami grzechów heteroseksualistów. Ale to dyskusja na inny czas.

Liczba praktykujących homoseksualistów jest wciąż bardzo mała w porównaniu z liczbą heteroseksualistów (może pamiętasz, jak kilka lat temu zakwestionowano bardzo wygórowane dane odnośnie liczby praktykujących homoseksualistów). Ilość praktykujących homoseksualistów pomiędzy poważnie religijnymi ludźmi jest jeszcze mniejsza ( w odniesieniu do ogółu zbiorowości ) tak więc kościoły są w pewnym stopniu „chronione” przed kontaktem z tym rodzajem seksualnego grzechu, a wobec tego do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni, mamy skłonność reagować przeciwko w bardziej stanowczy sposób.

A ponieważ jest faktem, że poważnie oddani sprawie ludzie postrzegają zachowanie seksualne jako coś więcej niż tylko biologiczną przyjemność, ponieważ widzą w nim zarówno bogate teologiczne jak i moralne znaczenie (patrz: 1 Koryntian 6:13-20) ich reakcja na grzech seksualny jest stanowcza. To prawda, że czasem chrześcijanie więcej szumu robią wokół seksualnego grzechu niż wokół całego szeregu niesprawiedliwości czy innych form nieprawości i przejawiają w ten sposób brak równowagi. Lecz niewierzący mógłby się zdziwić dowiadując się, że nie jest to normą (przynajmniej nie z mojego doświadczenia), i że chrześcijanie cieszą się reputacją zrównoważonych ludzi. (Może maluję tu lepszy obraz nas, chrześcijan, niż się należy, ale tylko mówię wam, że tak to widzę i słyszę.)

Traktujemy zachowanie seksualne poważnie i wierzymy, że homoseksualizm jest jedną z oznak charakteryzujących społeczeństwo, które odwróciło się od Boga. Wierzymy też, że jest to jedno ze znamion sądu Bożego nad społeczeństwem (patrz: Rzymian 1:24-27 i zauważ: „Bóg oddał ich”, co podkreśla Boży osąd jako widziany w homoseksualizmie). To przekonanie może być słuszne lub nie, ale w to właśnie wierzymy.

Słusznie czy niesłusznie zostaliśmy ukształtowani przez hebrajsko-chrześcijańskie Pisma i nasz sprzeciw wobec homoseksualizmu jest rezultatem tego ukształtowania. Pamiętając o tym, może należałoby uznać nas za szczerych w naszej wierze, a nie piętnować nas jako irracjonalnie uprzedzonych w stosunku do homoseksualizmu. Przyznaje, że osobiście znam niektórych wierzących, którzy nie mogą nawet znieść rozmowy na ten temat, ale bardzo niewielu, którzy wyglądają (czasami) na irracjonalnych w swoim sprzeciwie wobec homoseksualizmu.

Czystość


"To nie działa!” Sądzę, że jesteśmy głupcami nie rozpoznając kiedy mamy z tym do czynienia. Wybieranie najlepszej opcji z możliwych, a nie nieustanna pogoń za nieosiągalnym ideałem, jest czasem mądrym, a nawet zgodnym z miłością posunięciem. Wiem, że to prawda na podstawie tego jak Bóg działał w Piśmie. Pozwólcie mi to zilustrować. W Deuteronomium 24:1-5 Bóg daje prawo odnośnie rozwodu o którym Jezus powiedział, że było to ustępstwo poczynione wobec mężczyzn o zatwardziałym sercu, którzy krzywdzili swoje żony (patrz: Mat. 19:3-9). Ten sam Bóg, który napisał Deuteronomium 24 napisał też Genesis 2:18-24. Jeden werset kierował się najlepszą opcją z dostępnych (aby chronić krzywdzone kobiety), a drugi był niezmiennym pragnieniem Bożego serca. Pomijanie Genesis 2 i budowanie praktycznego życia na podstawie Deuteronomium 24, nie tylko mijało się z zamiarem Bożego serca, ale też wyraźnie świadczyło o naszej własnej niegodziwości.

Choć Bóg aprobował prawo, które nadał w Deuteronomium 24, jednak nie aprobował sytuacji, która doprowadziła do jego nadania, ani też nawet nie zarzucił swego pragnienia z Genesis 2, odnośnie związku jednego męża i jednej żony na całe życie. Jednak w tej sytuacji mądry Bóg dokonał wyboru mniejszego zła zamiast nieosiągalnego ideału. (Oczywiście mógł on doprowadzić do kalectwa lub unicestwić wszystkich łamiących prawo, ale to by rodziło dalsze pytania. W tym momencie Bóg poprzestał na ustanowieniu prawa, które mierzyło niżej niż jego pierwotne intencje).

Byłoby poważnym błędem uważać, że to wszystko, co Bóg uczynił wobec zatwardziałych serc z którymi miał do czynienia („Ustanowienie prawa i sankcji działających jako środki zapobiegawcze”). Cała Tora oraz struktura narodu i jego sposób oddawania czci były protestem przeciw tego rodzaju zatwardzeniu serca . Wszystko to było również kształtującym procesem, który miał utrzymać serca „miękkimi”. Wszystko to i jeszcze więcej czynił Bóg nawet wtedy kiedy napisał Deuteronomium 24:1-5.

Większość chrześcijan przyznałoby, że biblijne wezwanie do życia w seksualnej czystości jest trudnym do wykonania wezwaniem, ale stwierdziłoby także, że ten stan rzeczy nie jest usprawiedliwieniem, aby wezwanie lekceważyć albo udawać, że jest bez znaczenia. Kiedy niewierzący są na nas bardzo zagniewani (a czasami ich gniew jest uzasadniony) często myślą oni, że udajemy świętoszkowatych faryzeuszy albo, że jesteśmy ślepi na realia życia albo jedno i drugie. Może być to prawdą bardziej niż myślę albo chciałbym przyznać, ale nie sądzę, że to cała historia.

Czasami patrzymy faktom prosto w oczy i odrzucamy je. Nawet kiedy my sami nie osiągamy wytyczonego przez nas celu, mamy (albo powinniśmy mieć) zdrowe uczucie wstydu i nazywamy je grzechem. Ale uważamy, że Bóg ubrał naszą aktywność seksualną w śliczną szatę mistyki i intymności i w wielką głębię teologiczną. Chrześcijański pogląd na zachowania seksualne może być prawdziwie widziany tylko w kontekście całościowej Historii jaką chrześcijanin opowiada o stworzeniu, odkupieniu, Chrystusie i kościele.

Tak więc zachęcałbym niewierzących, aby posłuchali nas w tym, co najlepsze w nas, a nie w tym, co najgorsze. Może Kylie Minoque nie jest najlepszym modelem do naśladowania. Może seriale telewizyjne „Przyjaciele” albo „Coronation Street” czy „Eastenders” to więcej niż tylko humor czy przyjemne spędzanie czasu. Mogą one być bowiem prawdziwie szkodliwe! Może ilość dzieci zachodzących w ciążę i liczba chorób wenerycznych wzrasta nie tylko dlatego, że rozdajemy niewystarczająco dużo darmowych prezerwatyw. I może nawet „tani seks” nie jest najgorszą z rzeczy. Może być prawdą, że robienie z seksu taniej zdobyczy niszczy związki i grzebie takie wartości jak lojalność. Może na poziomie bardziej subtelnym niż sobie uświadamiamy doprowadza to do zubożania życia pojawiającego się w wyniku praktykowania intymności seksualnej pozbawionej miłosnego oddania. Może pewnego dnia, gdy cała historia zostanie już zamknięta, zrozumiemy głęboko grzeszne i katastrofalne skutki będące rezultatem praktykowania seksu w innym kontekście niż seks w pełnym miłości związku małżeńskim.

www.chrzescijanstwo.com