„...Tak mówi Pan: oto daję wam do wyboru: drogę życia albo drogę śmierci”  Jeremiasz 21,8

   Raczej mało mówię o sobie. Sam wolę być z ubocza. Jestem ze społeczności Kościoła Wolnych Chrześcijan. Niektórzy mówiąc świadectwo zatrzymują się na momencie nawrócenia, ale przecież i po tym nastąpiło wiele wydarzeń.

Urodziłem się w rodzinie wierzącej, co nie oznacza, że moja droga była łatwiejsza, choć wielu tak może uważać. Z natury jestem osobą cichą i spokojną i wolę być obserwatorem niż działaczem, co w moim życiu miało swoje konsekwencje. Już od najmłodszych lat miałem wpajane prawdy wiary, ale jak się nie sparzysz to się nie nauczysz. To odnosi się też do mnie. Nie miałem wierzących kolegów, bo i ze śmiałości nie słynę i raczej rzadko wychodzę do kogoś naprzeciw. A w dużym gronie źle się czuję. Jakoś z okazywania tego, że jestem chrześcijaninem też nie słynę.

Byłem osobą dosyć gwałtowną, łatwo można było mnie sprowokować do bójki, a poza tym byłem uparty. Przez długi czas nie mogłem odnaleźć odpowiedniego znajomego dla siebie. Chociaż i w końcu takich poznałem. Kilkakrotnie byłem zagrożony utratą życia, lecz Bóg za każdym razem czuwał nade mną. Jednym z takich wydarzeń było, gdy się topiłem. Uważam, że ten kto nie umie pływać sam nie może się uratować, a to że napisałem te słowa i jestem wśród żywych zawdzięczam tylko Bogu.

Relacje z wierzącymi także nie były wymarzone. Jeździłem do Katowic, aby leczyć oczy. Tam zostałem przez wierzących określony jako ktoś, kto na pewno nie wierzy i jako bezbożnik. Mimo, iż nic o mnie nie wiedzieli. Byłem też na obozie chrześcijańskim w pewnej miejscowości. Osoby z którymi byłem na sali również mówiły mi przykre słowa i to miało duży wpływ na moją przyszłość. Co prawda, gdy okazało się, że jestem osobą o dużej wiedzy biblijnej zmienili zdanie, ale było już za późno. Moja droga jeszcze była bardzo daleka. A to nie zachęcało do budowy wiary.

W późniejszym czasie co prawda modliłem się na nabożeństwie, ale tylko ze względu na to, że o to prosiła ciocia prowadząca szkółkę niedzielną. Cały czas byłem daleko i nie widziałem miejsca dla siebie, mimo iż wiedziałem, że będę głosił ewangelię. Takie pragnienie we mnie narastało od dawna.

„Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej. I są usprawiedliwieni darmo, z łaski Jego, przez odkupieni w Chrystusie Jezusie.” Rzymian3,23-24

Gdy byłem w ogólniaku nastąpił czas przemian. Spotykałem się z pewnym świadkiem Jehowy (Tadeusz Jabłoński), który uczył mnie wielu rzeczy. To jemu zawdzięczam to, że nie uważam, iż mam monopol na prawdę, ugruntował wiele moich obecnych poglądów. I pokazał mi co to znaczy wierzyć. Duży wpływ na mnie miał też pewien mój znajomy z klasy. Dziwiło mnie jego zaufanie do Boga. I mimo, że ma poglądy, z którymi nie do końca się zgadzam, sądzę, iż jest to osoba wierząca. Przeżył wypadek samochodowy, a mimo to miał ufność w Bogu i nie stracił optymizmu. Ostatecznie 18 stycznia 2000r przyjąłem Jezusa jako mego osobistego zbawiciela.

W tym czasie rozpocząłem ewangelizację przez Internet, ale byłem na takich kanałach, gdzie rozmowa o Bogu jest czymś normalnym i gdzie byli wierzący. Rok później 1 lipca przyjąłem chrzest. Jednak o ile większość ludzi jest dotknięta kryzysem jakiś czas po chrzcie, to mnie przytrafiło się to na krótko przed. Pojawiły się pytania czy ja w ogóle jestem wierzący, poza tym mało o mnie było wiadomo i ciężko było mnie ocenić. Doszło do ożywionej dyskusji na ten temat w wyniku, której podjęto decyzję, iż mam być ochrzczony. 2-ie osoby z rady były za tym reszta przeciw. Był to dla mnie kolejny bolesny cios. Potem zaczął się długi okres powrotu do w miarę dobrej opinii.

Bóg zmienił moją osobę pod wieloma względami. Stałem się bardziej opanowany i cierpliwy. Pocieszałem wiele potrzebujących tego osób. Wiele mówiłem o Bogu. I od czasu do czasu czytałem swoją poezję, chociaż robiłem to rzadko. W wakacje 2003 roku przyjąłem się ostatecznie do misji Ewangelia.com. Szczęśliwie dostałem się na studia i wiem, że mój Bóg jest Bogiem żywym i nawet w najgorszych chwilach mogę powiedzieć: „Będę wypatrywał Boga mojego zbawienia.”

Henryk Stankiewicz

Utworzono 3.12.03