Górska wyprawa
Szczyty gór rozjaśnił pierwszy poranny
promień słońca. Po deszczu dawno już nie było śladu, tylko w powietrzu drgał
jeszcze zapach mokrych kropelek. Przyjechałam tu, by odpocząć. Znaleźć
rozwiązanie kilku problemów, które tak upatrzyły sobie mnie, że nie mają ochoty
odejść.
Zawsze lubiłam poranki, wstawanie wcześnie rano nigdy nie stanowiło dla mnie
problemu. Wszystko tak wcześnie rano jest takie inne. Spokojne, ciche, ptaki
budzą każdy poranek swoim śpiewem. 5.30...........Całkiem przyjemna pora, by
rozpocząć kolejny dzień swojego życia. Filiżanka kawy, rogalik, cichutko grające
radio i ....postanowienie, że ten dzień będzie szczególny.........
Dawno już przestałam cokolwiek planować, życie za mnie dopisuje swój scenariusz.
Czasem tylko ból przypomina mi, że...............
Spakowałam mały plecak, zabrałam butelkę Perrier’a, wzięłam mapę i
.......witajcie góry.....
W recepcji pani życzyła mi miłego dnia i z uśmiechem powiedziała, że jestem
jedną z nielicznych odpoczywających tu osób, które tak wcześnie opuszczają
pensjonat. „Willa Róż”, wybrałam to miejsce chyba nie przypadkiem, bardzo lubię
róże, odpoczynek w górach też ma swój urok.
Nie ma nic piękniejszego niż poranna rosa, która girlandami kropelek otula
trawę. Brylantowe kolie maleńkich kryształków osnutych na pajęczynach mienią się
wszystkimi kolorami tęczy i są niczym prawdziwa diamentowa kolia od Tiffaniego.
A to przecież tylko przyroda. Tylko woda, tylko utkana pajęczynka, tylko kropla
rosy na listkach, którą wypije zmęczony lotem motyl.
Całe bogactwo świata .....woda, powietrze, ogień. Każdy z tych żywiołów
stworzony , by pozwalał istnieć. Woda daje siły do życia, powietrze pozwala żyć,
ogień .....ogrzewa.
Droga na Śnieżnik Kłodzki to coś w sam raz dla mnie, 4 godziny marszu dobrze mi
zrobią. Tyle czasu na rozmyślania o różnych sprawach.
Droga ułożona z maleńkich kamyczków. Schyliłam się i wybrałam dwa. Zbieram takie
„pamiątki”, by przypominały mi miejsca, które zwiedzałam. Nie zawsze muszą to
być pałace Luwru, świat jest taki piękny także każdego poranka, a muzyka ptasich
śpiewów( dla tych, którzy potrafią słuchać) śmiało może zastąpić niejedną
orkiestrę.
.......Ruda kuleczka przemknęła tuż obok mnie. Tak zamyśliłam się, że nie
zauważyłam wiewiórki, która wcale mnie się nie bała. Stanęła na dwóch łapkach
niedaleko mnie i przyglądała mi się, jakby czekała na kogoś.
- Basiu! –zawołałam.
Wiewiórka drgnęła lekko, ale nie uciekała. Najwyraźniej czekała na kogoś.
-Basiu, ja też mam na imię Basia, - Aleksandra, Barbara.
No tak, w plecaku nie miałam nic, czym mogłabym poczęstować to miłe zwierzątko,
nie pomyślałam nawet, ze mogę spotkać na swojej drodze kogoś.
-Szczęść Boże! – usłyszałam tuż za swoimi plecami.
-Szczęść Boże! – odpowiedziałam, zanim odwróciłam się do pozdrawiającej mnie
osoby. Starszy ode mnie pan przyglądał się mojej rozmowie z wiewiórką.
Ubrany był jak prawdziwy traper, czapka z daszkiem i dobre traperki świadczyły o
poważnym podejściu do górskich wędrówek.
- Spotkała pani moją Basię – powiedział i wyjął ze swojego plecaka orzeszki.
- To moja ulubienica ...spotykamy się każdego poranka, ale panią widzę tu
pierwszy raz.
- Przyjechałam na kilka dni ........odpocząć. – nie chciałam, by pytał mnie o
więcej, ale chyba zauważył, że zbyt wiele mam do ukrycia.
- Rozumiem, relaks i ucieczka .......od pracy – dodał po krótkim namyśle.
- Tak – odpowiedziałam spiesznie, ale nie zdążyłam chyba ukryć, że nie tylko od
pracy szukam odpoczynku.
- Zna pani tę okolicę? – zapytał ciekawie.
- Nie, w Międzygórzu jestem pierwszy raz. Przyjechałam tu, bo .....ktoś bardzo
lubi to miejsce.
- A nie chciałaby pani, bym został przewodnikiem, chyba ,że przywiozła pani
swojego przewodnika – zapytał i uśmiechnął się.
- Nie, przyjechałam sama, a przewodnik .....chyba przydałby się.
- W takim razie zapraszam panią do poznania ..piękna........
- Piękna czego? – spytałam ,bo wydawało mi się ,że ten tajemniczy pan nie
dokończył zdania.
- Piękna czego? – powtórzyłam.
Uśmiechnął się tajemniczo i wysypał resztę orzeszków, które Basia zaniosła w
swoje tylko sobie znane miejsce.
Ten człowiek miał w sobie „coś”. Emanował z niego spokój, jakaś radość,
tajemnica.....
- Ile mamy czasu ?- zapytał i wyrwał mnie z zadumy nad swoją osobą.
- Cały dzień, jeśli tylko zechce pan wytrzymać z taką gadułą jak ja –
odpowiedziałam wesoło.
- Dlaczego przygląda mi się pani ukradkiem, może warto spytać czasem tak po
prostu, niż zastanawiać się nad odpowiedziami, gdy nawet nie zadało się pytania?
- Przepraszam – odpowiedziałam zdziwiona, bo starałam się bardzo ukryć moją
ciekawość, jak widać z marnym skutkiem.
- Znam pana od kilku chwil, ale nawet nie wiem, kiedy, obdarzyłam pana
zaufaniem. Ma pan w sobie jakieś takie ciepło, jestem raczej nieufna, a tu
.......
Uśmiechnął się tajemniczo i powiedział:
- A więc w drogę Aleksandro!
Ścieżka wiodąca pod górkę sama przesuwała się pod naszymi stopami, a ja nawet
nie wiem, kiedy zaczęłam opowiadać temu człowiekowi ....przed czym tak właściwie
uciekam.
-To nie praca, prawda? – spytał i spojrzał mi w oczy.
Nie, to nie praca- odpowiedziałam
Szliśmy przez chwilkę w ciszy, ja zastanawiałam się ,jak spytać go, kim jest, a
on.....oglądał w tym czasie korę drzew.
- Nie chcesz mnie nawet zapytać, jak mam na imię? – zaskoczył mnie tym pytaniem
i okazało się, że znowu czyta w moich myślach.
- Tak, nie, to znaczy chciałam ,ale nie wiem ,czy wypada – zaczęłam szybko
szukać odpowiedzi.
- Jeśli czegoś nie wiesz w życiu, pytaj, Olu, po prostu pytaj- odpowiedział
- Samo poczucie niewiedzy stawia zawsze każdego z nas w takiej ogromnej
niepewności. Niczego nigdy nie zbudujesz, jeśli nie znasz podstaw, by zacząć
cokolwiek budować. Jeśli wiesz, że chcesz coś budować, a nie wiesz, że masz z
kim.........nie buduj. Lepszy szałas zbudowany samemu, niż dom, gdy dwie strony
nie chciały tego samego tak mocno.
- Czy nie mam racji? – zapytał.
Zaskoczył mnie takimi odpowiedziami i jak zwykle nie umiałam nawet logicznie
odpowiedzieć.
- Może usiądziemy? – zaproponowałam, nie chciałam za nic w świecie przyznać się
,że ...rozbolały mnie nogi.
- Bolą już Aleksandrę nogi? – zapytał wesoło.
No nie, poddaję się kompletnie.
- Skąd pan wie, skąd wiedziałeś? – zapytałam
- Nie umiesz ukryć niczego Olu, to dobra cecha...... dla mnie dobra – dodał po
chwili.
- A nie bolą, chciałam tylko obejrzeć ten piękny widok
- A który? Bo tu dookoła same drzewa, a widok będzie za kilka minut, gdy
dojdziemy wyżej – odpowiedział i roześmiał się.
No tak, nie ucieknę od stwierdzenia ,że bolą mnie nogi.
- Poddaję się, wygrałeś, bolą mnie nogi i już – odpowiedziałam i usiadłam na
złamanym pniu drzewa.
- I jak widok? Piękny, prawda – zażartował i podał mi rękę.
- Koniec lenistwa, na szczyt Śnieżnika jeszcze kawałeczek.
Już chciałam mówić, że o żadnym lenistwie nie ma mowy ,ale spojrzałam w jego
stronę i roześmiałam się.
- Nie jestem prawdziwym traperem, raczej poszukiwaczem samotności i to miałam
zamiar dzisiaj znaleźć, samotność. A spacer w góry to tylko pretekst.
- Czemu poszukujesz samotności? – zapytał całkiem poważnie
- Ucieczka od kłopotów niczego nie zmienia, przecież one i tak podążą za tobą,
wszystkie bez żadnego wyjątku
- Wiem o tym, a jednak uciekam – odpowiedziałam i doszłam do wniosku, że jestem
na drodze ....bez wyjścia.
Kim jest ten człowiek ,który z taką łatwością potrafi mnie zrozumieć, a może
tylko tak mi się wydaje? Przecież nie ma ludzi, którzy bezinteresownie pomagają
innym. Nie spotkałam nikogo takiego wcześniej.
- Nad czym tak myśli Ola? – zapytał i wyjął z torby kanapki. 2 godziny wędrówki
za nami, może zjemy drugie śniadanie? Przed nami jeszcze 2 godziny marszu.
- A ja mam tylko Perrier, a śniadanie ....zostawiłam w pokoju.
- W takim razie ja poczęstuję kanapką, a ty ....dasz mi wody, nic za darmo,-
uśmiechnął się
- Czy wiesz Olu, że w życiu nie ma przypadków? Że wszystko dzieje się w
konkretnym i określonym celu? – zapytał i zwinął papierek po kanapce w maleńką
kuleczkę. Popatrz na ten papierek, im bardziej chcę go zniszczyć, on zawsze
pozostanie papierkiem.
- To nasze spotkanie też nie było przypadkowe, ludzie spotykają na swojej drodze
kogoś, wtedy, gdy jest im po prostu potrzebna ta osoba. Widocznie ja jestem
potrzebny tobie.
- A ja .....Tobie? – zapytałam nieśmiało.
- Ja spotykam na swej drodze bardzo wielu ludzi i niekoniecznie jest to droga na
szczyt Śnieżnika – odpowiedział.- Ale wielu rzeczy nie jesteśmy w stanie
wyjaśnić w logiczny sposób.
- A czego na przykład?– zapytałam i już miałam gotową odpowiedź, że wszystko ma
logiczne wytłumaczenie, gdy usłyszałam odpowiedź.
- Przeznaczenia Olu – odpowiedział i spojrzał daleko przed siebie.
Dreszcz przeszedł mi po plecach, bo .......miała rację. Ukrywałam przed nim
podczas tej wędrówki mnóstwo rzeczy, widział je jednak, ale nie zapytał.
- Czemu Olu uciekasz? – zapytał tak po prostu.
- Małe dzieci, gdy nie umieją mówić i są złe, krzyczą, ja , gdy nie umiem
znaleźć rozwiązania problemów...uciekam przed nimi.
- Uciekając tracisz siły, by z nimi walczyć – odpowiedział .
- Świat jest tak zbudowany, że daje nam wszystko i tego jest za dużo, gubimy
sens życia w pogoni za szczęściem. Lepiej jednak mieć jedno maleńkie, ale
własne, niż ogromne....nie należące go nikogo. A tak chyba jest u ciebie
,prawda? Szukasz - nie odnajdujesz, chcesz być pewna- nie jesteś, budujesz- nie
wiesz, czy masz podstawy, by budować, kochasz i nie masz pewności, czy jesteś
tak bardzo kochana, jak sama kochasz.
- To dotyczy tak wielu ludzi, nie każdy jednak chce znaleźć drogę tylko dla
siebie. Dla każdego z nas jest inna droga, jeśli zbudowana ze spokoju, połączy
się z inną drogą, jeśli zbudowana z ....niczego....pozostanie tylko niczym.
- Skąd tyle o mnie wiesz? – zapytałam.
- Cieszę się ,że zaczęłaś zadawać pytania , to pierwszy krok do sukcesu –
powiedział.
- Skąd tyle o mnie wiesz, przecież nie nazwałam moich problemów, nie wiesz, skąd
tutaj przyjechałam.
- Te informacje nie są mi potrzebne, a to jak jest tobie trudno, można wyczytać
z twoich oczu.
Spojrzałam w jego stronę ...............
Może warto pozwolić czytać mu z moich oczu. Może to właśnie on jest po to, by mi
pomóc?
Nie oczekiwałam niczego, może nadszedł więc czas na odnalezienie własnej drogi?
-Czego Olu oczekujesz od życia? – zapytał i skierował się powoli na ścieżkę
prowadzącą na Śnieżnik
Spiesznie podążyłam za nim. Jest dla mnie jak przewodnik – pomyślałam.
- Jestem twoim przewodnikiem , prawda? - zapytał.
- O tym przed momentem pomyślałam, - odpowiedziałam ze zdziwieniem.
- Wiem , przyspieszyłaś, by za mną pójść- odpowiedział i pozwolił mi , by nasze
kroki zrównały się .
- Mów zawsze to , co myślisz, nie zastanawiaj się czy warto. To podstawa
wszystkiego. Pytaj zawsze tam, gdzie rodzą się wątpliwości, odpowiadaj, gdy
pytają, czekaj, gdy trzeba czekać, idź........gdy uznasz, że trzeba. Idź ...gdy
uznasz ,że trzeba, a nie wtedy, gdy inni każą ci czekać. Nie daj nikomu swojego
życia, nie pozwól, by zamiast ciebie ktokolwiek podejmował decyzje. A tak jest,
prawda?
Śpiew ptaków zagłuszyło chyba bicie mojego serca, to wszystko prawda, skąd on to
wie?
- Jeśli w tobie tyle mądrości, odpowiedz mi na jedno pytanie .
- Pytaj proszę.
- Jak zobaczyć, czy decyzje, które trzeba podjąć, są dobre?
- Popatrz, idziesz tą drogą pierwszy raz, prawda?
- Tak.
- A pomimo tego, że jej nie znasz, idziesz nią. I tak jest z naszym życiem, nie
znamy każdego z kolejnych dni, a idziemy wciąż do przodu.
- Popatrz, na tej drodze jest mnóstwo kamieni, ale omijamy je i idziemy dalej.
Wielu z ludzi spotykając kamienie...zatrzymuje się. Nie wolno tak robić, każdy
kamień to lekcja, odrobienie zadania to kolejne dni z naszego kalendarza. Im
trudniej, tym jesteśmy mądrzejsi.
- Czego się obawiasz? Że nie ominiesz tych kamieni? – zapytał i zatrzymał się
- Ja znam te kamienie i nie boję się ani ich, ani trudu, by je ominąć.
- W takim razie, w czym jest problem?
- Bo omijam te kamienie sama, a niektóre z nich..............nie umiem sama ich
ominąć.
- Czemu nie powiesz mi wprost? Ja i tak wiem, jak nazwać te kamienie na Twojej
drodze.
- To nie takie proste, nazwać to wszystko po imieniu, chociaż właściwie, czemu
nie? – teraz to ja zatrzymałam się i zastanowiłam nad jego słowami.
- Nie stój, tylko idź – usłyszałam , więc podążyłam za nim w kierunku szczytu
góry.
- Więc jak z tym nazywaniem nienazwanego? – zapytał.
- Nie umiem- odpowiedziałam i ze zdziwieniem zobaczyłam, że pierwszy raz
powiedziałam ,że czegoś nie umiem.
- Tak prosto powiedzieć, że czegoś się nie umie- teraz to nawet zaczęło mi
sprawiać radość.
- Nazwij więc to, przed czym uciekasz Olu – powtórzył.
- Niepewność – zaczęłam wyliczanie.
- To całkiem normalne uczucie, bo nikt nie jest pewien niczego na tym świecie.
- A jak budować coś, gdy brak pewności, że uda się, bo......... czy warto, wiem
na pewno.
- Odpowiedź jest prosta, jeśli wiesz ,że warto..buduj na tyle, na ile możesz
teraz.
- Ale..............
- A więc jest jednak jakieś ale?
- .........jest
- Czy to małe „ale” nie urosło czasem do rozmiarów ogromnego ALE?
- Chyba tak i jeśli tak spokojnie na to popatrzę ,hamuje wszystko.
- Teraz to jestem już taki ciekawy, co to jest.
- Chodzi o to, że nie wiem, czy ten ktoś też tak bardzo chce budować ze mną i to
jest przyczyna mojej niepewności.
- Zapytaj po prostu – odpowiedział, ale zauważył, że to dla mnie za mało i
zatrzymując się powiedział.
- Olu, zapytaj go o to, co jest tak ważne dla ciebie, uzyskasz odpowiedź,
będziesz wiedziała, czy warto budować, czy ....warto podziwiać piękno tych gór.
- To dla ciebie ktoś ważny, prawda? Gdyby było inaczej, nie myślałabyś o nim
teraz, tylko wsłuchiwała się w piękno przyrody, a jesteś teraz daleko stąd,
prawda?
- Przepraszam – odpowiedziałam, nie chciałam, by pan, byś odbierał to moje
czasem zadumanie jako lekceważenie ciebie.
- Cieszy mnie to.-
- Cieszy? – spytałam zdziwiona.
- Tak, bo widzę, jak się zmieniasz, dzięki moim słowom, dzięki sobie samej,
dzięki spacerowi.........Czy myślałaś może dzisiaj, że ten dzień będzie właśnie
taki?
- Nie....to znaczy chyba tak, powiedziałam sobie rano, by był wyjątkowy i
jest...dzięki tobie.
- Zauważyłem, że jest tylko jedna przyczyna twojej ucieczki, to niepewność, nie
ma nic więcej. Masz w sobie tyle siły, pytaj- a uzyskasz odpowiedź, nie widzisz
szczytów- zdobywaj je, nie znasz drogi- po prostu idź przed siebie. Sama czy z
kimś ,kto jest wart, by trzymać ciebie za rękę, ale idź!!!!!
- Niech tracą ci, którzy nie chcą być z tobą, niech zyskują wszystko ci, których
ty wybierasz, by byli obok ciebie, dla ciebie i z tobą.
..........Zapachniało tak nagle takimi pięknymi kwiatami, nie znałam takiej
pięknej gamy zapachów, ani konwalie, ani fiołki, ani róże nie pachniały tak
pięknie, kompozycja zapachów godna najpiękniejszych perfum świata.....
Poczułam silne szarpnięcie za rękę.................
-Olu.............- usłyszałam.
- Nigdy tego nie rób więcej – usłyszałam i dopiero teraz spojrzałam , gdzie
stoję. Tuż obok moich stóp urwisko tak wielkie, brakowało kroku, bym spadła w
przepaść.
- Poczułam tak piękny zapach i on obudził mnie z tej zadumy – odpowiedziałam i
mocno złapałam podaną mi dłoń.
- Zapach? Ja też go poczułem, chyba wcześniej od ciebie.
-Czemu tak uważasz- rozejrzałam się, ale nie znalazłam nic, żadnego kwiatka,
nic, co mogłoby tak pięknie pachnieć.
- To tak, jak Bunyan....................- odpowiedział nieznajomy a ja uznałam w
końcu, że zacznę stosować się do tego, co usłyszałam podczas tej wędrówki.
- Kim jesteś – zapytałam po prostu i spojrzałam prosto w jego oczy.
- Ksiądz Jerzy......miło mi Olu, ze zadajesz pytania i oczekujesz na nie
odpowiedzi. To początek twojej nowej drogi, pytasz, stajesz się mądrzejszą, nie
o wiedzę z książek, ale o wiedzę życiową. Tej nie znajdziesz w żadnej książce,
ona jest we mnie ,w tobie, w tym kimś, kto jest dla ciebie taki ważny.
Stałam przez moment, by zebrać wszystkie myśli w jakieś sensowne zdanie i
powiedziałam tylko:
- Bunyan pojawiał się zawsze tam, gdzie ratował ludzi, ten piękny zapach
budził tych ludzi, by obudzili się i nie spadli w przepaść jak ja, by nie
zginęli w wypadku, by dopłynęli szczęśliwie do brzegu, by odzyskali zdrowie
cierpiąc.
- Teraz to już na pewno nie powiem do księdza po imieniu, jak próbowałam to
powiedzieć dzisiaj.
- Nie szkodzi, nie wiedziałaś, teraz wiesz. Zapytałaś i wiesz.. Kieruj się Olu
tym każdego dnia, ty sama udzielasz odpowiedzi na wszystkie pytania, daj szanse
innym, niech tobie udzielą odpowiedzi.
Szczyt Śnieżnika został zdobyty, 4 godziny marszu, mnóstwo nauki, ktoś, kto stał
się dla mnie powiernikiem moich kłopotów.
Zawsze mogę do niego napisać i to jest najwspanialsze.
Jest daleko ,a zawsze mogę napisać mu o wszystkim i otrzymać odpowiedź.
Ksiądz Jerzy, Bunyan,.............ja........cały świat przede mną.
Nie boję się więc niczego, nawet tego z czym teraz tak walczę, bo .......nie
jestem sama.